RSS
poniedziałek, 10 grudnia 2018

Nie lubię pychy i arogancji. Niestety współczesny sport tworzą głównie ludzie, którzy czują się bogami w tym, co robią. Na szczęście są pewne wyjątki. O jednym z nich będzie w tym tekście mowa.

O kogo chodzi? To największy walczak w Premier League. N’Golo Kante, czyli człowiek, który sprawia, że wielu ludzi podziwia pełną determinacji grę defensywnego pomocnika równie uważnie, co wyczyny strzeleckie najlepszych napastników. Do tej pory Kante był kojarzony z brawurowymi odbiorami piłki, z zatrzymywaniem graczy ofensywnych, jednak nazywanie go zwykłym defensywnym pomocnikiem, byłoby uproszczeniem. Ten niepozorny facet na boisku jest wszędzie, wciąż nieustępliwy, nieuchwytny dla rywali.

Trener Maurizio Sarri preferuje futbol na tak, dlatego przesunął swojego fightera trochę bliżej bramki przeciwnika i w sobotę widzieliśmy efekty tej odważnej decyzji. Niektórzy twierdzili, że Kante jest człowiekiem od destrukcji. Owszem, to prawda. Ale oprócz tego jest to zawodnik, który zdobył serca fanów The Blues, gdy zapakował pod poprzeczkę niesamowitą bombę w meczu z MC. To dzięki niemu Chelsea pokonała mistrza Anglii. Jego cudowny gol może być arcyważny na koniec sezonu. 

Kante udowadnia, że w piłce nie liczą się mięśnie. Żeby być wielkim piłkarzem, trzeba przede wszystkim umieć myśleć i mieć ambicję, wolę walki. Kante to nie tylko wspaniały wojownik, ale też nie wywyższający się ani trochę, skromny człowiek. Dowód? Proszę bardzo. Wszyscy na pewno słyszeli o zmaganiach Messiego i Ronaldo z fiskusem. Kante podobnie jak obaj giganci futbolu mógł oszukać państwo, w klubie doradzano mu, żeby zastosował pewną zagrywkę, by płacić mniejsze podatki, on jednak się na to nie zgodził. I to jest prawdziwa uczciwość.

Historia Kante jest wyjątkowa. To opowieść o piłkarzu, który swoją pracowitością osiągnął już całkiem sporo w futbolu, a przecież jeszcze tak wiele lat grania na najwyższym poziomie przed nim. Leicester wykreowało kilku świetnych piłkarzy, oprócz Kante na uwagę zasługuje jeszcze chociażby Jamie Vardy, który swego czasu opowiadał jak wiele lat temu przygotowywał się do meczów.

Kiedyś ten angielski napastnik codziennie zapijał się wieczorem wódką, a rano robił sobie kawę, by jakoś funkcjonować. Dziś Vardy jest profesjonalistą, gra pierwsze skrzypce w ekipie Leicester. Ten zwykły, szalony chłopak teraz straszy bramkarzy w Premier League, natomiast Kante to dziś top of the top na swojej pozycji, Francuz jest fetowany na Stamford Bridge. To o czymś świadczy.

Kante trzeba podziwiać, bo w dzisiejszych czasach skromność i pracowitość rzadko idą w parze. Cristiano Ronaldo piłkarzem jest wielkim, ale jego samouwielbienie przeraża. Dobrze, że jednak nie wszyscy są tak narcystyczni. Spójrzcie na Ousmana Dembele. Francuz ma spory potencjał, jednak ponieważ notorycznie stwarza problemy wychowawcze, prawdopodobnie nigdy nie będzie wielkim piłkarzem. Neymar za bardzo uwierzył w swoją wielkość. Miał być następcą Messiego, tymczasem na razie na pewno nie jest graczem tego formatu. Kante nadal będzie walczył na boisku, nadal nie będzie oczekiwał wyrazów uznania. Uganianie się za rywalami to przecież jego obowiązek. Jakże mocno kontrastuje z tą postawą Francuza zachowanie Neymara, który dostaje kilkadziesiąt tysięcy euro za to, że po meczu dziękuje kibicom za doping.

sobota, 17 listopada 2018

Nie od dziś wiadomo, że reguły tego świata bywają brutalne, okazuje się, że kult pieniądza jest widoczny także w tak elitarnych rozgrywkach piłkarskich jak Liga Mistrzów. Bogaci chcą być coraz bogatsi kosztem tych biedniejszych. 

W ostatnim czasie można usłyszeć opinie zwolenników radykalnej reformy Ligi Mistrzów, która miałaby zostać przekształcona w Superligę. Tam już nie będzie miejsca dla maluczkich, to będzie wewnętrzna sprawa gigantów, na szczęście na razie te szumne plany są w sferze marzeń.

Dziś kwestie marketingowe mają duże znaczenie w sporcie- zresztą to truizm. Nikomu nie trzeba o tym mówić. Każdy zdaje sobie z tego sprawę. Doskonale wiemy też, że popularność danej drużyny wpływa na wzrost jej zysków z tytułu praw do transmitowania meczów przez telewizję. W Hiszpanii prawie całą pulę zgarniają więc Barcelona, Real, Atletico. Tylko w Anglii ten rozkład dochodów jest bardziej równomierny.

Ale to dygresje, teraz przejdę do sedna sprawy. Warto zauważyć, że Superliga zaburzy terminarz rozgrywek ligowych, tzn. wielkie ligi europejskie staną się znacznie mniej atrakcyjne, bo największe kluby docelowo będą rywalizować tylko w ramach Superligi. Jeśli co kilka dni będziemy oglądać starcia Barcelony z Liverpoolem czy Realu z PSG, to wszystko nam spowszednieje, dostaniemy przesytu. W końcu co za dużo, to nie zdrowo.

Jasne, każdy chce oglądać piękna widowiska z udziałem gwiazd futbolu, ale pamiętajmy przy tym, że popularność piłki determinuje też stosunkowo duża liczba nieoczekiwanych rozstrzygnięć w meczach wielkich drużyn z tymi skazywanymi na pożarcie. Jeśli powstanie Superliga, nikt nie będzie się interesował niesamowicie popularną Premier League. Angielski futbol ucierpi na tym niepomiernie. Miliony fanów brytyjskiej piłki z Azji pewnie przerzucą się na Superligę. Niewyobrażalnie bogaci szefowie PSG czy MC już zacierają ręce. Pozostali mogą czuć duży niepokój.

Jeśli reforma wejdzie w życie, na pewno już nie powtórzy się tak niesamowita historia, jak mistrzostwo Anglii dla Leicester City. Ligowy triumf Lisów był historycznym wydarzeniem, które na zawsze pozostanie w pamięci fanów futbolu, angielski parias utarł nosa tym wszystkim megalomanom z Manchesteru, Londynu czy Liverpoolu.

Jeśli te zmiany nastąpią, piłkarze słabszych drużyn od tego czasu nie będą mieli okazji, by sprawdzić się na tle rywali z absolutnego topu. N’Golo Kante jest dziś mocnym punktem Chelsea, jednak czy gdyby powstała Superliga, taki zawodnik zostałby dostrzeżony i czy przede wszystkim mógłby rozwijać się w potyczkach z przeciętnymi przeciwnikami? Odpowiedź jest oczywista. Mahrez trafił do Manchesteru City, bo grając w drużynie nie uznawanej za pretendenta do tytułu, potrafił wznieść się na wyżyny, ostatecznie prowadząc Leicester do tego mistrzostwa.

W piłce dziś już żadne zasady się nie liczą, futbol stał się królestwem mamony, kasa i tylko kasa może być priorytetem dla prawie wszystkich. Notoryczne łamanie zasad Finansowanego Fair Play przez PSG czy MC nikogo chyba nie dziwi. Bogatsi mogą pozwolić sobie na więcej. Kibice chcą ich przecież oglądać, ale myślę, że nie chcą tego robić na okrągło i właśnie dlatego idea Superligi niekoniecznie wywoła entuzjazm u kibiców z całego świata.

niedziela, 28 października 2018

Niedzielny klasyk na Camp Nou zaskoczył mnie w dużym stopniu tym, że Barcelona zagrała nadspodziewanie dobrze, by nie powiedzieć- perfekcyjnie. Zwycięstwo 5:1 to spektakularny wyczyn w meczach o taką stawkę

To była profesura w wykonaniu piłkarzy Ernesto Valverde, ale jednocześnie trzeba przyznać, że Real po zmianie stron, przy wyniku 0:2, wziął się w garść, miał swoją fazę w tym spotkaniu, miał także szansę, by odpowiedzieć na te dwa gole Barcelony, kilkunastominutowy zryw, po którym jednak Królewscy złapali tylko kontakt z Barcą, nie doprowadził ostatecznie do wyrównania. Brak konkretów, niesamowita nieskuteczność to czynniki, które uniemożliwiły graczom Lopeteguiego osiągniecie dobrego wyniku w konfrontacji z Katalończykami.

Luis Suarez miał w ostatnim czasie słabszy okres w klubie, ciągłe kłótnie z rywalami, żałosne symulki to były elementy opisujące grę Urugwajczyka na przestrzeni ostatnich tygodni. Tym razem jednak napastnik Barcelony przeszedł samego siebie, jego trzy gole robią wrażenie. Suarez zastąpił Messiego w roli lidera drużyny. Pewnie wykonany rzut karny, gol strzelony głową z 12-13 metrów i piękny lob nad Courtois- wszystkie te gole wymagały sporego kunsztu piłkarskiego.

Real po trzech triumfach w LM nie ma już determinacji, by walczyć na sto procent w każdym meczu. Gdzie się podziały brawurowe wypady Marcelo pod pole karne rywali. Boczni obrońcy Królewskich zawsze stanowili ogromne zagrożenie dla przeciwników drużyny z Bernabeu. Również zawsze Carvalaj słynął z ofensywnych dokonań, więc jego absencja w tym spotkaniu była odczuwalna. Za to w ekipie Barcy to Jordi Alba w pierwszej połowie nadawał ton grze, wypracowując dwa gole, po przerwie dał o sobie znać Sergi Robero, znakomicie obsługując świetnie dysponowanego Luisa Suareza. Defensorzy Barcelony dali koncert gry, pokazując jaką rolę na boisku powinni odgrywać w dzisiejszym futbolu obrońcy.

W ostatnim czasie narzekałem sporo na to, że Barcelona już nie stawia na ludzi, których ukształtowano jako piłkarzy w La Masii. Ten trend wprawdzie się nie zmienił w tym meczu z Realem, ale fanów Barcy może cieszyć, że młody Arthur coraz śmielej poczyna sobie w linii pomocy drużyny z Camp Nou.

Jeśli masz w zespole takich pomocników jak Kroos czy Modric, musisz grać kreatywnie i widowiskowo, musisz miażdżyć rywali. Czyżby? Okazuje się, że może być wręcz przeciwnie. Jeśli nie ma głodu sukcesów, jeśli drużyna jest już usatysfakcjonowana swoimi sukcesami z ostatnich lat, potrzebny jest nowy impuls, jakiś wstrząs, wręcz trzęsienie ziemi, które da kopa apatycznym piłkarzom. Perez, który przez lata szastał grubymi milionami na lewo i prawo, nagle zmienił swoją politykę transferową i Real na tym cierpi, strata Jamesa czy odejście Moraty to rzeczy, które wpłynęły źle na grę Realu. Widać to po pewnym czasie. Eden Hazard, wielka gwiazda PL, marzy o grze na Santiago Bernabeu, mimo to Fiorentino Perez nie postarał się wystarczająco, żeby pozyskać asa Chelsea. Teraz może żałować.

Barcelona bez Messiego dwa razy błysnęła kapitalną formą. Teraz niektórzy twierdzą, że to dziś najlepsza drużyny w Europie. Chyba jest jeszcze za wcześnie na takie wnioski. Nie tak dawno Katalończycy przechodzili potężny kryzys, pamiętajmy o tym. Kluby z Premier League będą prawdopodobnie rywalizować z Barceloną o triumf w Lidze Mistrzów w tym sezonie. A co czeka Real? Real prawdopodobnie będzie starał się odbudować swoją potęgę pod wodzą nowego trenera. Zmiany muszą nastąpić szybko, bo namiastka ciekawej gry w starciu z innym gigantem to za mało, natomiast pięć goli straconych to dla drużyny tej klasy upokorzenie.

czwartek, 11 października 2018

Tak się składa, że ostatni weekend dostarczył tak wiele emocji i nieoczekiwanych rozstrzygnięć, że postanowiłem zrobić krótki przegląd wydarzeń. Oto subiektywny komentarz podsumowujący to, co zaobserwowałem w piłce kilka dni temu, a muszę przyznać już na wstępie, że sporo rzeczy mnie zaintrygowało.

Nie wypada pominąć tu wątku związanego z kryzysem MU. Kilka dni temu wydawało się, że los Jose Mourinho jest już przesądzony. Były hegemon Premier League zaczął mecz z Newcastle koszmarnie. Szybkie 0:2 i niemoc do końca pierwszej części spotkania. Ale po przerwie w graczach z Old Traford nastąpiła jakaś zadziwiająca przemiana. Ostatecznie MU wygrał 3:2 po niesamowitej remontadzie.

Już jakiś czas temu pisałem, że kibice Czerwonych Diabłów mogą czuć się zniesmaczeni tym, że ich piłkarze stracili tę wolę walki, która przez wiele lat była nieodłączną częścią gry drużyny Fergusona. MU pod wodzą Szkota walczył do końca niezmordowanie, tę postawę pokazali też piłkarze Mourinho w konfrontacji ze Srokami z St James’ Park i to poskutkowało tym, że Portugalczyk uratował swoją posadę. To taki chichot losu, że zwycięskiego gola strzelił akurat Alexis Sanchez, czyli piłkarz skreślony już niemal przez wszystkich. Po tym meczu można było sobie przypomnieć o słynnym Fergie Time. Tak czy inaczej jeden mecz MU wielką drużyną nie czyni, gracze Mourinho muszą wrócić do najwyższej formy jak najszybciej.

Dla mnie Mourinho to dziś przede wszystkim skrajny frustrat i malkontent, który ma niesamowitą potrzebę psucia relacji ze swoimi piłkarzami. Wywlekanie na forum publiczne brudów z szatni to niezbyt rozważne rozwiązanie. Jednak Portugalczyk ma problemy z piłkarzami od dłuższego czasu. Przecież to on posadził na ławce Casilla w trakcie pracy z drużyną Realu, on doprowadził Edana Hazarda do takiego stanu, że ten swego czasu strzelił jednego gola w sezonie. Wymowne, prawda, dziś Belg zachwyca wszystkich. Teraz Mourinho toczy batalię z Pogbą. Toksyczne relacje łączące menedżera i piłkarzy nie mogą napawać optymizmem, dlatego zostawiam już Manchester United, bo nie warto się pastwić nad tym zasłużonym klubem.

Co się dzieje z Realem?- pytają kibice Królewskich. Wizja perspektywicznej drużyny, której siłę ofensywną będą tworzyć Isco, Asensio, Vazquez zderzyła się z brutalną rzeczywistością. Lopetegui to człowiek demolka. Najpierw doprowadził do tego, że reprezentacja Hiszpanii poniosła klęskę w Rosji, gdy z dnia na dzień zrezygnował z posady selekcjonera, teraz przyczynia się do złej sytuacji Realu w lidze. A wydawało się, ze może być tak pięknie. Niektórzy już pewnie się rozmarzyli po fantastycznym meczu z Romą. W sumie trudno się dziwić, były ku temu powody. Ale ten mecz był wyjątkowy w skali sezonu, po tym spotkaniu schyłek Realu postępował w najlepsze.

Co jest przyczyną problemów Królewskich. Moim zdaniem zmiana polityki władz klubu. F. Perez w ostatniej fazie swoich rządów na Bernabeu nie zadziwia świata wielkimi transferami, a może drużyna cały czas musi przechodzić drobny lifting, może sukcesywnie musi być dołączany nowy element do tej układanki? Vinicius Realu nie zbawi, niewykluczone, że jego kariera będzie układać się tak jak kariera Odegaarda.  Benzema miał w tym sezonie swoje pięć minut, teraz jest jednak w dołku. Nie ma Ronaldo, nie ma też goli, a jakiś czas temu kibice śmiali się, że Real potrafi strzelać gole bez Ronaldo, natomiat Portugalczyk nie jest w stanie zdobyć bramki w barwach Juventusu. Ależ to wszystko się pozmieniało. Jak jeszcze można sobie tłumaczyć kryzys Realu? Może to naturalny proces w funkcjonowaniu drużyny z absolutnego topu, po kilku latach wielkich sukcesów, musi nastąpić mniej wesoły okres.

W Barcelonie również nikt nie ma powodów do radości. Władze klubu i kibice pewnie cieszą się, że Arthur Melo powoli rozwija się na Camp Nou. Nie zmienia to jednak faktu, że Barcelona w większości przypadków może dziś liczyć tylko na  na Leo Messiego, a kibice pewnie ubolewają nad tym, że jego koledzy rzadko są w stanie mu dorównać tak jak w meczu z Tottenhamem.

Po dwóch pierwszych meczach PL Arsenalowi dostało się na moim blogu. Dziś widzę, że zdecydowanie przesadziłem z tą krytyką, ale o Kanonierach napiszę przy innej okazji, oni chcą bowiem wrócić na szczyt, natomiast opisywane tu drużyny z tego szczytu właśnie się zsuwają. Aha, mam dość litości, by nie pastwić się już nad Bayernem. W ostatnim czasie po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że jeśli Bawarczycy będą chcieli straszyć swoich rywali Riberym i Robbenem, to Europy w ten sposób nie zwojują

 
czwartek, 27 września 2018

Manchester United przegrał na Old Trafford z Derby County. Brzmi absurdalnie? Chyba nie. W dzisiejszej sytuacji takie rozstrzygnięcie meczu z udziałem Czerwonych Diabłów już chyba nikogo nie dziwi. To smutna rzeczywistość. Pasmo niepowodzeń, które stało się możliwe za sprawą trenerskich metod Jose Mourinho.

Kibice piłkarscy mogą z sentymentem i nostalgią wspominać tę fenomenalną ekipę sir Alexa Fergusona. Ronaldo wtedy imponował finezją, Rooney miał nosa pod bramką rywali. To była drużyna, która miała pecha, że w tym samym czasie na Camp Nou w piłkę grało się jeszcze lepiej za sprawą filozofii gry Pepa Guardioli. Dziś Manchester United nie jest już na topie, kolejni trenerzy prowadzą drużynę do klęsk. Tęsknota za Fergusonem jest wymowna.

Dzisiaj wielki MU to już tylko wspomnienie, owszem, w drużynie nadal są świetni, rozpoznawalni piłkarze, ale niestety nie ma ducha drużyny, nie widać woli walki. Team spirit nie istnieje, drużynę wyniszczają coraz bardziej kolejne konflikty, ostatnio słyszymy wiele o animozjach Jose Mourinho i Paula Pogby.

W czerwonej części Manchesteru atmosfera jest przygnębiająca, a co się dzieje z Barceloną? W ostatnich dwóch meczach drużyna z Katalonii raziła apatią. Chyba nie ma sensu rozpisywać się o trenerze Valverde, który swoją taktyką niszczy Barcelonę.

Barcelona w meczu z outsiderem z Leganes nie była w stanie rozegrać choćby kilku akcji zespołowych, piłkarze z Camp Nou w tym spotkaniu byli jak dzieci we mgle, ludzie kompletnie zagubieni na boisku. Jedna indywidualna próba Coutinho dała Barcelonie gola, ale na tym Barca poprzestała.

Znowu gapiostwo Pique doprowadziło do straty gola. Messi nie dał rady, więc cała drużyna się rozsypała. W drugiej połowie tego meczu nastąpiła dwie minuty, które wstrząsnęły całą Barcelonę. Szybka strata dwóch goli. Efekt? 1:2 w konfrontacji z czerwoną latarnią ligi.

Piłkarze Realu odgrywają coraz większą rolę w reprezentacji Hiszpanii, ale oni też czasami muszą dostać porządny łomot. Wczoraj Sevilla rozbiła Królewskich znakomity kontrami 3:0. Kluczowym piłkarzem w tym meczu rozgrywanym w stolicy Andaluzji był Jesus Navas, czyli człowiek, który już jakiś czas na dobre został skreślony na Etihad, widać, że w Sewilli może się odbudować. Tak czy inaczej to trochę zawstydzające dla Królewskich, że piłkarz postrzegany jako jeździec bez głowy sprawił, że kibice Real byli w ciężkim szoku, choć od razu muszę dodać, że porażka Królewskich na Ramon Sanchez Pizjuan to żadna sensacja, Real wyjeżdżał z tego stadionu bez punktów wiele razy. Myślę, że więcej powodów do niepokoju mają kibice Barcelony. Ich drużyna od pewnego czasu nie funkcjonuje dobrze. Barcelona nie ma konkretnego pomysłu na grę, to już nie jest tiki-taka, tylko jakaś bezładna szamotanina. 

Barcelona nie tak dawno zdemolowała Huescę, ale jeden mecz z wieloma golami to za mało. Jakie pozytywy można znaleźć po ostatnich meczach Barcy? Myślę, że jedynym jest zwyżkująca forma Dembele. Trochę mało, prawda...



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Tagi