RSS
piątek, 19 maja 2017

Sport jest rozrywką, ma cieszyć ludzi, łączyć i tworzyć wspólnotę. Ale jest to też dziedzina życia, które często wzbudza spore wątpliwości, ogromne kontrowersje wskutek koszmarnych błędów sędziów. Aby ułatwić pracę arbitrom, FIFA rozważa zastosowanie w futbolu nowoczesnego systemu VAR. Oczywiście kibice są zadowoleni, mają bowiem nadzieję, że wreszcie nie będzie dochodziło do takich skandali, jak w meczu Ligi Mistrzów Realu z Bayernem( dwa dyskusyjne gole dla Realu i absurdalna czerwona kartka pokazana Vidalowi).

Futbol jest prawdopodobnie najbardziej zacofaną dyscypliną spośród wszystkich, choć paradoksalnie cieszy się oczywiście największą popularnością wśród nieprzebranej rzeszy fanów sportu. Pierwszym krokiem do unowocześnienia piłkarskiej rzeczywistości było wprowadzanie systemu ''goal line technology''. Jest to bardzo pomocne narzędzie dla sędziów, gdyż eliminuje całkowicie możliwość uznania tzw. goli widmo. Dziś już nie wchodzi w grę, by sędzia miał wątpliwość czy piłka wpadła do bramki. Jeśli gol został zdobyty, sędzia dostaje informację na zegarku: goal i uznaje gola. Chyba nikt nie będzie polemizował z tym, że jest to pozytywna zmiana, słuszna innowacja dzięki której żaden arbiter już nie wsławi się w ten sposób, jak niezapomniany Azer Tofik Bachramow.

Jednak co zrobić, jeśli arbiter przerwie grę, choć nie było spalonego, odbierając drużynie możliwość zdobycia gola w sytuacji banalnej. Załóżmy, że drużyna rozmontowała obronę rywala, napastnik stanął oko w oko z bramkarzem, nagle słyszymy gwizdek. Sędzia przecież nawet jeśli będzie świadomy swojego błędu już post factum, nie pozwoli kontynuować akcji pokrzywdzonej ekipie. Jeśli gol padnie ze spalonego, zmiana decyzji będzie możliwa, arbiter główny będzie mógł się skonsultować ze swoimi asystentami.

Rzecz w tym, że futbol w swojej prostocie nie jest jednoznaczny. Sędziowie mogą różnie interpretować wiele sytuacji.  W futbolu obiektywizm często jest względny, górę bierze ocena subiektywna. Wiemy doskonale, że mecze w Premier League obfitują w bezpardonowe zagrania, które hiszpańscy sędziowie zapewne niejednokrotnie wycenialiby na żółte kartki. Po spotkaniu Barcy z PSG arbiter prowadzący ten mecz został odsądzony od czci i wiary, jednak część ekspertów jest zdania, że pierwszy rzut karny przyznany Katalończykom, był absolutnie słuszny( sam tak uważam, jedenastka musiała być konsekwencją niefrasobliwości obrońcy, którą skrzętnie wykorzystał Neymar, w tamtej sytuacji wystąpił zapewne pewien precedens, wszak trudno sobie przypomnieć faul popełniony głową, ale widać bywa i tak), natomiast co do drugiego karnego zdania są podzielone. Suarez nie jest piłkarzem wiotkim, jak chociażby Neymar, umie wygrać siłowy pojedynek z rywalem, więc jego upadek był bez wątpienia teatralny i niewspółmierny do rzekomego, de facto wyimaginowanego przewinienia. Rywal nie wpadł w Urugwajczyka z potężnym impetem, nie czarujmy się, Suarez chciał nabrać arbitra. Oczywiście wielu apologetów Barcy oponuje, że ''był kontakt'', że to był soft faul. Taka ocena sytuacji jest moim zdaniem zwyczajnie idiotyczna, weźmy bowiem spięcia w polu karnym przed wykonaniem każdego rzutu rożnego, jeśli arbiter byłby drobiazgowy, mógłby dopatrzyć się faulu w kilku takich sytuacjach w trakcie jednego meczu. Byłoby to absurdalne.

Bayern został oszukany przez arbitra w konfrontacji z Królewskimi bez dwóch zdań, Barcelonie przeciwko Paryżanom sędzia podarował jeden rzut karny, oczywiście pochwała oszustwa i skandalu byłaby kuriozum, ale Sepp Blatter powiedział kiedyś, że błędy są solą futbolu, wielu fanów jest tak zauroczonych piłką nożną ze względu na dramaturgię, którą tworzą także sędziowie. Gdyby oczerniony zewsząd Aytekin nie pomógł odrobinę graczom Luisa Enrique, nie mielibyśmy do czynienia z historycznym wyczynem, czyli magiczną remontadą Barcy. Często piłkarze zrzucają winę za klęski, kompromitacje, blamaże na arbitrów, choć Katalończycy wówczas dokonali niemożliwego nie za sprawą własnego kunsztu, tylko wskutek zwykłego niezgulstwa piłkarzy z Paryża.

Oczywiście wprowadzenie technologii VAR nie jest złym pomysłem, ale chciałem pokazać, że jeśli ten system zostanie w futbolu wprowadzony na stałe na wielkich imprezach, nie wyeliminuje błędów, a kontrowersje będą zawsze częścią piłkarskiego widowiska ze względu na wielość interpretacji w kluczowych sytuacjach. Działacze piłkarscy o najwyższej renomie mieli już sporo kretyńskich koncepcji, by rzekomo uzdrowić piłkarską rywalizację. Ot choćby pomysł z dodatkowymi sędziami za bramką okazał się chybiony.  Jest to wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Poza tym uważam, że należy rozważyć skorygowanie przepisów także w innym aspekcie. Mianowicie naprawdę nieludzki jest przepis, który stanowi, że jeśli piłkarz znajduje się w stuprocentowej sytuacji i zostaje sfaulowany w polu karnym, drużyna traci zawodnika, a po chwili wysoce prawdopodobna jest także utrata gola. Takie podwójne karanie burzy morale zespołu i często psuje cały mecz.

piątek, 12 maja 2017

Real i Juventus, czyli dwie różne wizje budowania drużyny, zupełnie odmienne sposoby zarządzania finansami klubu, Królewscy kojarzą się z bogactwem, przepychem i gwiazdorstwem, natomiast Juve to przez lata pragmatycznie utrzymywana stabilność, umiejętność łatania dziur po utracie kluczowych piłkarzy, jak Pogba, Vidal czy Morata. Turyn to też miejsce, gdzie odbudować morale mogą gracze przez wielu już skazani na porażkę i piłkarskie dogorywanie. Sami Khedira w Realu był pośmiewiskiem, Gonzalo Higuain w powszechnej opinii kibiców-szyderców to koszmarny patałach, który wielokrotnie sprawił, że Argentyna przegrywała finały wielkich imprez. To przez jego pudła Leo Messi na dobrą sprawę w barwach Albicelestes jest nadal niespełniony. Tymczasem pod wodzą Allegriego strzela jak na zawołanie, to ten lekko tłustawy El Pipita de facto dał awans swojej drużynie do finału w Cardiff, aplikując Monaco dwa gole już w pierwszym meczu. Wreszcie Mario Mandżukic, dla którego w Bayernie brakowało miejsca. Próbował też swoich sił w Atletico, ale tam zaczął brylować aż miło Antoine Griezmann, trudno nie wspomnieć o Danim Alvesu. W Barcelonie kibice mieli go już serdecznie dość, ekscentryczny obrońca Canarinhos rozśmieszał wszystkich swoim ekstrawaganckim ubraniem, na boisku niestety nie dawał rady. Słynął z wielu nieprzemyślanych wrzutek, tzw. balonów, dziś jednak w Juve pokazuje, że zbyt wcześnie go skreślono.

Kiedy piszę o Juventusie, muszę oczywiście poświęcić parę słów Gianluiggim Buffonie. Przez lata włoski bramkarz rywalizował o pozycję numer jeden w europejskiej piłce z Ikerem Casillasem, jednak legenda Realu Madryt została w pewnym momencie skazana przez Jose Mourinho na futbolowy ostracyzm, a Buffon trwał cały czas niestrudzenie w bramce Juventusu. Golkiper ekipy z Turynu należy do wąskiego, ekskluzywnego grona graczy, którzy przez całą karierę pozostali wierni jednemu klubowi. Xavi Hernandez, Frank Lampard czy Steven Gerrard to nazwiska znane każdemu fanowi futbolowi, rzecz jednak w tym, że tylko Buffon do dziś jest na szczycie futbolu.

Real to Cristiano Ronaldo, doskonały egzekutor, niemal bezbłędny, perfekcyjny łowca goli, który zrezygnował z dryblingów, brawurowych szarż na bramkę, indywidualnych popisów, by stać się snajperem wyborowym, dziś Ronaldo nie jest głównym solistą w drużynie z Santiago Bernabeu, to nie on trzyma batutę w ekipie Królewskich. Dyrygentami w teamie Zizou są inni. Kapitalna linia pomocy odciąża Portugalczyka, zwalnia go z obowiązków w dziale kreacji, znakomity wirtuoz Isco, który pod względem kunsztu i maestrii gry może stawiać czoła Messiemu czy Neymarowi, jest dziś najlepszym graczem Realu, w pewnym sensie obnaża też absurdalność polityki transferowej Realu Madryt. Gareth Bale co i raz będący poza grą, notorycznie kontuzjowany jest dziś w Realu piątym kołem u wozu, jednak ponieważ kosztował około 100 mln, gdy wróci do zdrowia, prawdopodobnie nadal będzie rozczarowywał swoją grą.

Juventus potrafił zneutralizować tercet MSN, gracze ze stolicy Piemontu zdołali również ostudzić zapędy młodzieży z Monte Carlo, tym razem będą zmagać się z Realem, rywalem znakomitym, jednak wielkie finały podobno wygrywa się obroną. Formacja defensywna Juve to wspaniały monolit, natomiast Real ma elektrycznego Ramosa, którego łatwo sprowokować, a także beztroskich Marcelo i Carvaajala, którzy przyjemność szturmowania bramki rywala przedkładają nad swoje podstawowe obowiązki w destrukcji.

sobota, 22 kwietnia 2017

Skandal sędziowski w starciu Realu z Bayernem przyćmił dość nietypowy występ Cristiano Ronaldo. Paradoksalnie choć Porugalczyk w obu konfrontacjach z drużyną Carlo Ancelottiego nie brylował, strzelił aż pięć goli. Być może jednak( a nawet na pewno) nie jest to żaden paradoks, tylko styl gry, z jakiego CR7 od jakiegoś czasu słynie.

Mecz na Santiago Bernabeu był pasjonujący, jednak kibice czują pewien niesmak po rażących błędach znakomitego skądinąd arbitra z Węgier. Tak czy inaczej nie zamierzam tu szczegółowo opisywać wydarzeń, jakie miały miejsce na Santiago Bernabeu. Na pewno każdemu rzuciła się w oczy znakomita, spontaniczna, nonszalancka w pozytywnym sensie gra Marcelo. Niespożyte siły, przebojowość, fantazja( to co zrobił przy trzecim golu było perełką typową dla Leo Messiego), fantazja. Jak widać, nawet brazylijscy obrońcy mają we krwi futbol przed duże f, radosną, beztroską odrobinę piłkarskiej magii, która coraz rzadziej występuje we współczesnym futbolu ze względu na tendencję wielu drużyn, by w meczach o najwyższe stawkę stawiać zasieki i trwać w okopach zamiast postawić wszystko na jedną kartę. Jednak po tym meczu najciekawsza jest dyspozycja Cristiano Ronaldo. Strzelił trzy gole, choć nie zagrał imponująco. Podobnie rzecz miała się z Portugalczykiem w pierwszym spotkaniu obu drużyn. Ronaldo już dawno utwierdził mnie w przekonaniu, że skupia się na cierpliwym wyczekiwaniu w polu karnym na podania od kolegów w drużyny, znakiem tego niestety zaniechał kreowania szans innym, jednak wciąż jest na ustach wielu fanów futbolu, którzy trywializując, redukują wielkość piłkarza do liczby strzelonych goli. Leo Messi jest zatem coraz częściej krytykowany, choć przejawia znacznie większą kreatywność i błyskotliwość niż CR7. Messi de facto stał się bowiem reżyserem gry Barcelony, choć rozprawiamy nieustannie o niesamowitym trio MSN, Neymar wciąż jest beztroskim dryblerem, często karkołomnie uciekającym się do indywidualnych i efekciarskich sztuczek, wyjątkiem był mecz z PSG, kiedy to on wziął na siebie odpowiedzialność za drużynę i podołał zadaniu, był prawdziwym liderem Barcy w starciu z Paryżanami, zresztą sam wówczas napisałem o nim wiele ciepłych słów, jednak zdaje się, że przedwcześnie poczyniłem te peany.

Ronaldo nie drybluje już z fantazją i finezją, przestał także bić rzuty wolne jak maszyna zaprogramowana na ustawiczne zdobywanie goli właśnie w ten sposób, jednak instynkt strzelecki mu się na pewno nie stępił. Dziś nie jest graczem zjawiskowym, czarującym swoją grą, dziś jest pragmatyczny, stawia na wyniki, bagatelizując znaczenie efektowności, widowiskowości swoich zagrań. Dla piłkarskich estetów mojego pokroju Ronaldo stracił swój urok gracza fenomenalnego. Jednak choć dziś już nie góruje nad rywalami, nie upokarza ich z upodobaniem, Real ma z niego cały czas ogromny pożytek i to należy docenić.

O meczu Barcelony z Juventusem nie będę się również rozpisywał. Paradoksalnie w obu meczach świetnie zagrał Leo Messi. W Turynie kapitalnie obsługiwał swoich partnerów genialnymi, dopieszczonymi zagraniami, natomiast na Camp Nou trzy razy miał szansę, by zdobyć w końcu gola przeciwko Juve. Jednak mur obronny Włochów nie był kruchy, nie padł pod naporem Barcy. Juventus ma wspaniała defensywę, złożoną z graczy doświadczonych, emanujących spokojem na resztę drużyny. W rewanżowym starciu z Barcą gracze Allegriego nie wykazali się brawurą czy zuchwałością, nie grali jednak tchórzliwie, dość powiedzieć, że Higuain miał dwie kapitalne szanse, by uciszyć Camp Nou, jednak Juve jak mało kto potrafi cofnąć się do obrony i zyskać na tym sporo czasu. Ten mecz nie przypominał  starcia, w którym jedna drużyna chce przetrwać i rozpaczliwie broni się przed nacierającym z pasją rywalem, przeciwnie-to Barca nie potrafiła sforsować defensywy Włochów. Obijała młoteczkiem mur wielokrotnie, jednak choć nie zagrała fatalnie, niedosyt nie może być duży, skoro Buffon tylko raz zmuszony był do interwencji!

Trudno mówić po takim meczu o końcu, zmierzchu Barcelony, schyłkowej fazie jej popisów. Barca osiągnęła swoje apogeum już dawno temu, teraz pewnie doszła do ściany, więcej będzie można powiedzieć po meczu z Realem, jednak ferowanie wyroków po jednym meczu, skazywanie wybitnej drużyny po jednym czy dwóch meczach na medialny ostrzał, jest przejawem ignorancji. Barcelona nie może wygrywać non stop, poza tym dzisiejszy futbol nie uznaje hegemonów, co najlepiej widać na przykładzie zmagań reprezentacji. Po wspaniałej passie Hiszpanów pod wodzą Del Bosque nie ma już śladu. Dodam jeszcze, że na Camp Nou nie jest łatwo ''się zamurować'', swego czasu gracze Celticu w rozgrywkach grupowych LM nie wyściubili nosa za swoją połowę boiska i przyjęli siedem goli od Barcy. Tylko Atletico i Juve potrafią grać skutecznie, metodycznie, broniąc się takimi metodami.

Manchester United za czasów sir Alexa Fergusona miał swój urok, dziś jest to drużyna, która nie potrafi oczarować mnie wcale. Co prawda rozbłyskuje coraz wyraźniej talent Marcusa Rashfolda, jednak jeśli drużyna z topu liczy na wątpliwy kunszt( mimo wielu strzelonych goli) Zlatana Ibrahimovica, można mówić o dużej stracie dla futbolu. Przecież MU trzy razy w XXI wieku grał w finale Champions League. Ibrahimovic częściej popisuje się w mediach niż na boisku. W kontekście United najbardziej dziwił mnie absurdalny transfer Pogby z Juventusu na Old Trafford. Francuz w Manchesterze sromotnie zawodzi, natomiast Juventus zrobił świetny interes pozbywając się Pogby i Vidala. Oglądałem mecz MU z Anderlechtem, Czerwone Diabły w końcówce dogrywki bronili się rozpaczliwie we własnym polu karnym, po zdobyciu gola oddawali inicjatywę rywalowi, zarówno gdy objęli prowadzenie, jak i wtedy, gdy Rashfold trafił do bramki. Jose Mourinho już dawno się wypił, Eden Hazard w Chelsea odzyskał polot i błysk, który Mourinho tłumił. Na Stamford Bridge już nie jest ikoną, ciekawe kiedy zrażą się do pełnego groteskowej fanfaronady Portugalczyka zwolennicy United. Manchester grający długimi piłkami zamiast konstruować akcje w ataku pozycyjnym jest obrazkiem dość osobliwym.

poniedziałek, 20 marca 2017

Gdy Neymar trafił na Camp Nou, Barcelona była u schyłku dawnej potęgi. Kibice mieli w pamięci chociażby klęskę z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów. Jednak krótki okres pracy z drużyną Gerardo Martino wystawił fanów Barcy na znacznie poważniejszą próbę niż kadencja Tito Vilanovy. Pod wodzą argentyńskiego szkoleniowca Barca zaczęła tracić swoją wielkość, kunszt, maestrię, rozpoczął się zmierzch niedawnego imperium piłkarskiego. Niechęć, rezygnacja, apatia, brak woli walki i ochoty do intrygowania kibiców niesamowitymi zagraniami- te wszystkie niedostatki ostatecznie wydały wyrok na tamtą Barcę. Większość drużyn rozpracowało Katalończyków, znalazło pomysł na tiki-takę, a ponieważ Martino brakowało pomysłów, by stworzyć drużynę uniwersalną, Barcelona cierpiała na boisku coraz częściej.

Koszmarne wyniki oczywiście jak na realia barcelońskie sprawiały, że Brazylijczyk z Santosu był wyraźnie zdeprymowany, brakowało mu pewności siebie. Owszem, ponieważ nie dysponował imponującą siłą fizyczną, często padał na murawę po lekkim kontakcie z rywalem, czym wywoływał oburzenie, a przynajmniej konsternację na trybunach, błyskawicznie stał się najbardziej nielubianym piłkarzem w La Liga obok Cristiano Ronaldo. Początkowo czuł się jak uczeń Leo Messiego, można było odnieść wrażenie, że wykazywał się przesadnym altruizmem, nie miał tej odwagi, która jest konieczna dla piłkarza, który chce osiągnąć klasę światową. Dziś Neymar momentami gra wręcz brawurowo.

W rywalizacji z Bale'm, do którego go nieustannie porównywano dziś prowadzi. Jednak należy pamiętać, że choć Neymar gra efektowniej niż Walijczyk, to właśnie Bale wsławił się swego czasu w finale Copa del Rey spektakularną szarżą zwieńczoną zwycięskim golem dla Królewskich w konfrontacji z Barcą. Tym niemniej, gdy spojrzymy na ostatnie mecze, Neymar przejął batutę dyrygenta drużyny od Leo Messiego. W starciach z PSG w LM Leo Messi poruszał się po boisku apatycznie, brakowało mu pasji i zapału, natomiast Neymar nawet w Paryżu, gdzie Barca poniosła druzgocącą klęskę, przejawiał ochotę do gry, pokazał się z dobrej strony. Rewanż na Camp Nou natomiast był jego popisem, oprócz wielu bajecznych zagrań, strzelił przecież kapitalnego gola z rzutu wolnego, przywracając Katalończykom nadzieję na historyczną remontadę. Trudno nie zauważyć, że w ostatnim czasie Brazylijczyk przestał na boisku prowokować i rozsierdzać rywali, jego artyzm daje pozytywne rezultaty, nie jest sztuką dla sztuki. Neymar uprawia dziś joga bonito, jest następcą Ronaldinho, Leo Messi choć jest graczem czarującym, nie ucieka się do aż tak osobliwych zagrań, jak Neymar. To Brazylijczyk potrafi czasami zademonstrować rzeczy, które fascynują. 

Neymar już jakiś czas temu dostał od selekcjonera reprezentacji Canarinhos Dungi opaskę kapitańską. Jednak pamiętamy Copa America sprzed dwóch lat, gdy brazylijski ''poeta futbolu'' bezmyślnie zapracował na czerwoną kartkę, naubliżał sędziemu i wyleciał z boiska. Nie było to zachowanie godne kapitana drużyny, jednak wydaje się, że Neymar dojrzał już mentalnie, ale przede wszystkim piłkarsko. Naturalnie cały czas zdarzają się momenty, w których niepotrzebnie ponosi go fantazja, jednak wyraźnie ustały w Hiszpanii debaty nad zagraniami Brazylijczyka, które do niedawna uznawano za aroganckie i ostentacyjne. Dziś zabawy z piłką w wykonaniu brazylijskiego wirtuoza są traktowane jak oznaka piłkarskiej ekstrawagancji, która może zachwycać, ale przede wszystkim nierzadko daje pożytek drużynie Zatem Neymar przestał epatować efekciarstwem, koncentruje się na zapewnianiu drużynie goli i asyst. Co ciekawie tych w tym sezonie nie strzelił wcale wiele, ale jak widać statystyki nie zawsze oddają klasę piłkarza.

Leo Messi jest coraz starszy, choć mimo wszystko upływ czasu wyraźniej odczuwa Andres Iniesta, dziś Don Andres jest graczem, który potrafi jednak błysnąć, jednak z trudem przychodzi mu demonstrowanie kunsztu i finezji przez dłuższy czas. Barcelona potrzebuje kolejnego gracza, który będzie mógł być alternatywą dla Messiego w trudnych chwilach. Neymar ma zadatki, by takim kimś się stać.

Linia pomocy Barcelony wyraźnie zmarniała, era Xaviego i Iniesty minęła bezpowrotnie, dziś to Messi musi angażować się w rozgrywanie piłki, ale nie ulega wątpliwości, że jeśli Argentyńczyk zostanie odciążony przez Neymara, jeśli Neymar oprócz kuglarskich zagrań istotnie przejawi piłkarski kunszt, Messi nie będzie musiał pełnić na placu gry roli alfy i omegi. 

Wkrótce Barcelona będzie miała nowego trenera. Może on powierzy Neymarowi więcej obowiązków na boisku, by Brazylijczyk zbliżył się jeszcze bardziej do poziomu Leo Messiego?

czwartek, 09 marca 2017

Kiedy kibice Barcelony zwątpili w swoją drużynę, przestali wierzyć w sukces, a dziennikarze zaczęli wieszczyć koniec ekipy Luisa Enrique, Barca dokonała rzeczy niesamowitej. Zwycięstwo 6:1 nad PSG po meczu pełnym absurdów, kontrowersji zamyka dyskusję o schyłkowym okresie piłkarzy Luisa Enrique. Wydawało się, że klęska 0:4 w Parku Książąt przelała czarę goryczy, że Barca już się poddała, że rewanż będzie męczarnią dla drużyny, która zdradza oznaki przemęczenia i rezygnacji, której brakuje polotu i finezji. Tymczasem Barcelona wciąż jest w grze, a ten horror miał happy end.

Po fenomenalnej erze Barcelony Pepa Guardioli nastał czas poważnego kryzysu. Tito Vilanova nie zdołał utrzymać drużynie na tym samym poziomie, natomiast pod wodzą argentyńskiego szkoleniowca postępowała degrengolada Katalończyków. Wkrótce nastąpiło potężne trzęsienie ziemi, Luis Enrique zdecydował się przywrócić drużynie dawny blask, jednak po dwóch sezonach obfitujących w sukcesy i naznaczonych rozkwitem tercetu MSN przydarzył się czas kryzysu. Czy wczoraj Barcelonie definitywnie go przezwyciężyła?

Drużyna Luisa Enrique nie ma obsesji na punkcie tiki-taki. Niegdyś był to bowiem unikalny, fantastyczny styl gry, dziś tymczasem nieco anachroniczny i skostniały dogmat szkoły futbolu z Camp Nou. Proszę zwrócić uwagę na sposób, w jaki Barca wczoraj strzelała gole. Żaden z goli nie padł bo błyskotliwej akcji zespołowej, nie oglądaliśmy Barcelony, która rozmontowuje blok obronny rywali kapitalną serią podań kompletnie dezorientujących przeciwników. PSG było przerażone magią Camp Nou. Paryżanie zaczęli mecz pasywnie, ultradefensywnie, a gole tracili na własne życzenie. Barcelona miała problemy, by przedrzeć się przez te zasieki. W polu karnym PSG działo się niewiele. Największe zagrożenie Barca stwarzała po strzałach spoza pola karnego, natomiast gole naprawdę nie należały do efektownych, Katalończycy w pierwszej połowie trafili dwa razy w wyniku zamieszania, chaosu. Oczywiście jest to dość symptomatyczne zjawisko. Barcelona bowiem za czasów Pepa Guardioli mogła polegać na Xavim, Inieście, oczywiście Messim, dziś niestety linia pomocy Katalończyków nie imponuje w dziedzinie kreacji, umiejętności kreowania okazji bramkowych. Rakitic nie jest graczem na miarę Barcelony, natomiast np. Andres Iniesty miewa już tylko przebłyski klasy. Największym niewypałem okazał się transfer Andre Gomesa.

Leo Messi nie był wczoraj liderem Barcelony. Swoim zwyczajem spacerował leniwie po boisku, jednak tym razem nie zademonstrował nawet odrobiny swojego geniuszu. Gdy Barca prowadziła 3:0, awans wydawał się realny, jednak gol Cavaniego musiał być ogromnym ciosem dla Katalończyków. PSG okopało się we własnym polu karnym i nie wyściubiło nosa poza nie, jednak po stracie trzeciego gola gracze z Paryża ruszyli do przodu i przejęli inicjatywę. Przez pewien czas widzieliśmy Barcę bezradną, beznadziejną, nie mającą żadnej idei, która mogłaby poskutkować kolejnym golem, to PSG sposobiło się, by pozbawić Barcę złudzeń. Obserwowaliśmy frustrację Neymara, który prowokował graczy z Paryża, nieudolność Suareza i bierność Messiego. Sam myślałem, że szalona pogoń Barcy w momencie, w którym Cavani uciszył Camp Nou swoim golem została przerwana. Jednak PSG nie wykorzystało swoich szans, a przecież miało dwie znakomite okazje, by przypieczętować swój awans do kolejnej rundy Champions League.

Nagle kapitalnie z rzutu wolnego przymierzył Neymar, jednak pomyślałem, że Barca przespała te kilkadziesiąt minut, gdy co ciekawie szczególnie Neymar irytował mnie najbardziej i to piękne uderzenie Brazylijczyka będzie taką perełką na otarcie łez. Jednak po chwili mieliśmy rzut karny, a w ostatniej minucie rzut wolny przyniósł upragnionego gola Sergi Roberto.

Jakie wnioski można wyciągnąć z tego meczu? Stereotyp o Barcelonie, która nie może opędzić się od Messiego został wczoraj zakwestionowany. Neymar choć irytował swoimi prowokacjami po golu dla PSG, potrafił fenomenalnie wykonać rzut wolny w newralgicznym momencie spotkania( Messi dwa razy próbował bezskutecznie), zdobyć arcyważnego piątego gola, zachowując zimną krew przy rzucie karnym. Okazało się, że Neymar nie jest tylko beztroskim dryblerem, Brazylijczyk wystąpił tym razem w roli lidera drużyny.

Decydującego gola dla Barcelony strzelił Sergi Roberto. Luis Enrique zatem wpłynął istotnie na wynik spotkania, wprowadzając tego wychowanka Barcy kilkanaście minut przed końcem batalii na Camp Nou. Sergi Roberto jest jedynym graczem, który pierwsze kroki w piłce stawiał w najsłynniejszej futbolowej akademii-La Masii. Ten piłkarski uniwersytet sprawił, że przez lata podziwialiśmy Xaviego, Iniestę i Messiego. Jednak w ostatnich latach Barca stawiała na piłkarzy z importu, rolę canteranos umniejszając. Taki gol na pewno cieszy kibiców, którzy mają sentyment do wspaniałego piłkarskiego uniwersytetu. To piękna rzecz, że najważniejszego gola strzelił nie żaden artysta futbol, tylko niepozorny obrońca.

Rewanżowy mecz Barcelony z PSG udowodnił nam, że nie możemy przedwcześnie skreślać nikogo. Mówienie o klęskach, katastrofach nie może być zbyt pochopne. Sam myślałem, że Barca nie podoła zadaniu, jednak okazałem się niedowiarkiem. Sędzia w jakimś stopniu pomógł Barcelonie odnieść tak okazałe zwycięstwo, jednak nawet odrobienie czterobramkowej straty z pewną pomocą arbitra jest osiągnięciem spektakularnym. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi