RSS
czwartek, 11 października 2018

Tak się składa, że ostatni weekend dostarczył tak wiele emocji i nieoczekiwanych rozstrzygnięć, że postanowiłem zrobić krótki przegląd wydarzeń. Oto subiektywny komentarz podsumowujący to, co zaobserwowałem w piłce kilka dni temu, a muszę przyznać już na wstępie, że sporo rzeczy mnie zaintrygowało.

Nie wypada pominąć tu wątku związanego z kryzysem MU. Kilka dni temu wydawało się, że los Jose Mourinho jest już przesądzony. Były hegemon Premier League zaczął mecz z Newcastle koszmarnie. Szybkie 0:2 i niemoc do końca pierwszej części spotkania. Ale po przerwie w graczach z Old Traford nastąpiła jakaś zadziwiająca przemiana. Ostatecznie MU wygrał 3:2 po niesamowitej remontadzie.

Już jakiś czas temu pisałem, że kibice Czerwonych Diabłów mogą czuć się zniesmaczeni tym, że ich piłkarze stracili tę wolę walki, która przez wiele lat była nieodłączną częścią gry drużyny Fergusona. MU pod wodzą Szkota walczył do końca niezmordowanie, tę postawę pokazali też piłkarze Mourinho w konfrontacji ze Srokami z St James’ Park i to poskutkowało tym, że Portugalczyk uratował swoją posadę. To taki chichot losu, że zwycięskiego gola strzelił akurat Alexis Sanchez, czyli piłkarz skreślony już niemal przez wszystkich. Po tym meczu można było sobie przypomnieć o słynnym Fergie Time. Tak czy inaczej jeden mecz MU wielką drużyną nie czyni, gracze Mourinho muszą wrócić do najwyższej formy jak najszybciej.

Dla mnie Mourinho to dziś przede wszystkim skrajny frustrat i malkontent, który ma niesamowitą potrzebę psucia relacji ze swoimi piłkarzami. Wywlekanie na forum publiczne brudów z szatni to niezbyt rozważne rozwiązanie. Jednak Portugalczyk ma problemy z piłkarzami od dłuższego czasu. Przecież to on posadził na ławce Casilla w trakcie pracy z drużyną Realu, on doprowadził Edana Hazarda do takiego stanu, że ten swego czasu strzelił jednego gola w sezonie. Wymowne, prawda, dziś Belg zachwyca wszystkich. Teraz Mourinho toczy batalię z Pogbą. Toksyczne relacje łączące menedżera i piłkarzy nie mogą napawać optymizmem, dlatego zostawiam już Manchester United, bo nie warto się pastwić nad tym zasłużonym klubem.

Co się dzieje z Realem?- pytają kibice Królewskich. Wizja perspektywicznej drużyny, której siłę ofensywną będą tworzyć Isco, Asensio, Vazquez zderzyła się z brutalną rzeczywistością. Lopetegui to człowiek demolka. Najpierw doprowadził do tego, że reprezentacja Hiszpanii poniosła klęskę w Rosji, gdy z dnia na dzień zrezygnował z posady selekcjonera, teraz przyczynia się do złej sytuacji Realu w lidze. A wydawało się, ze może być tak pięknie. Niektórzy już pewnie się rozmarzyli po fantastycznym meczu z Romą. W sumie trudno się dziwić, były ku temu powody. Ale ten mecz był wyjątkowy w skali sezonu, po tym spotkaniu schyłek Realu postępował w najlepsze.

Co jest przyczyną problemów Królewskich. Moim zdaniem zmiana polityki władz klubu. F. Perez w ostatniej fazie swoich rządów na Bernabeu nie zadziwia świata wielkimi transferami, a może drużyna cały czas musi przechodzić drobny lifting, może sukcesywnie musi być dołączany nowy element do tej układanki? Vinicius Realu nie zbawi, niewykluczone, że jego kariera będzie układać się tak jak kariera Odegaarda.  Benzema miał w tym sezonie swoje pięć minut, teraz jest jednak w dołku. Nie ma Ronaldo, nie ma też goli, a jakiś czas temu kibice śmiali się, że Real potrafi strzelać gole bez Ronaldo, natomiat Portugalczyk nie jest w stanie zdobyć bramki w barwach Juventusu. Ależ to wszystko się pozmieniało. Jak jeszcze można sobie tłumaczyć kryzys Realu? Może to naturalny proces w funkcjonowaniu drużyny z absolutnego topu, po kilku latach wielkich sukcesów, musi nastąpić mniej wesoły okres.

W Barcelonie również nikt nie ma powodów do radości. Władze klubu i kibice pewnie cieszą się, że Arthur Melo powoli rozwija się na Camp Nou. Nie zmienia to jednak faktu, że Barcelona w większości przypadków może dziś liczyć tylko na  na Leo Messiego, a kibice pewnie ubolewają nad tym, że jego koledzy rzadko są w stanie mu dorównać tak jak w meczu z Tottenhamem.

Po dwóch pierwszych meczach PL Arsenalowi dostało się na moim blogu. Dziś widzę, że zdecydowanie przesadziłem z tą krytyką, ale o Kanonierach napiszę przy innej okazji, oni chcą bowiem wrócić na szczyt, natomiast opisywane tu drużyny z tego szczytu właśnie się zsuwają. Aha, mam dość litości, by nie pastwić się już nad Bayernem. W ostatnim czasie po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że jeśli Bawarczycy będą chcieli straszyć swoich rywali Riberym i Robbenem, to Europy w ten sposób nie zwojują

 
czwartek, 27 września 2018

Manchester United przegrał na Old Trafford z Derby County. Brzmi absurdalnie? Chyba nie. W dzisiejszej sytuacji takie rozstrzygnięcie meczu z udziałem Czerwonych Diabłów już chyba nikogo nie dziwi. To smutna rzeczywistość. Pasmo niepowodzeń, które stało się możliwe za sprawą trenerskich metod Jose Mourinho.

Kibice piłkarscy mogą z sentymentem i nostalgią wspominać tę fenomenalną ekipę sir Alexa Fergusona. Ronaldo wtedy imponował finezją, Rooney miał nosa pod bramką rywali. To była drużyna, która miała pecha, że w tym samym czasie na Camp Nou w piłkę grało się jeszcze lepiej za sprawą filozofii gry Pepa Guardioli. Dziś Manchester United nie jest już na topie, kolejni trenerzy prowadzą drużynę do klęsk. Tęsknota za Fergusonem jest wymowna.

Dzisiaj wielki MU to już tylko wspomnienie, owszem, w drużynie nadal są świetni, rozpoznawalni piłkarze, ale niestety nie ma ducha drużyny, nie widać woli walki. Team spirit nie istnieje, drużynę wyniszczają coraz bardziej kolejne konflikty, ostatnio słyszymy wiele o animozjach Jose Mourinho i Paula Pogby.

W czerwonej części Manchesteru atmosfera jest przygnębiająca, a co się dzieje z Barceloną? W ostatnich dwóch meczach drużyna z Katalonii raziła apatią. Chyba nie ma sensu rozpisywać się o trenerze Valverde, który swoją taktyką niszczy Barcelonę.

Barcelona w meczu z outsiderem z Leganes nie była w stanie rozegrać choćby kilku akcji zespołowych, piłkarze z Camp Nou w tym spotkaniu byli jak dzieci we mgle, ludzie kompletnie zagubieni na boisku. Jedna indywidualna próba Coutinho dała Barcelonie gola, ale na tym Barca poprzestała.

Znowu gapiostwo Pique doprowadziło do straty gola. Messi nie dał rady, więc cała drużyna się rozsypała. W drugiej połowie tego meczu nastąpiła dwie minuty, które wstrząsnęły całą Barcelonę. Szybka strata dwóch goli. Efekt? 1:2 w konfrontacji z czerwoną latarnią ligi.

Piłkarze Realu odgrywają coraz większą rolę w reprezentacji Hiszpanii, ale oni też czasami muszą dostać porządny łomot. Wczoraj Sevilla rozbiła Królewskich znakomity kontrami 3:0. Kluczowym piłkarzem w tym meczu rozgrywanym w stolicy Andaluzji był Jesus Navas, czyli człowiek, który już jakiś czas na dobre został skreślony na Etihad, widać, że w Sewilli może się odbudować. Tak czy inaczej to trochę zawstydzające dla Królewskich, że piłkarz postrzegany jako jeździec bez głowy sprawił, że kibice Real byli w ciężkim szoku, choć od razu muszę dodać, że porażka Królewskich na Ramon Sanchez Pizjuan to żadna sensacja, Real wyjeżdżał z tego stadionu bez punktów wiele razy. Myślę, że więcej powodów do niepokoju mają kibice Barcelony. Ich drużyna od pewnego czasu nie funkcjonuje dobrze. Barcelona nie ma konkretnego pomysłu na grę, to już nie jest tiki-taka, tylko jakaś bezładna szamotanina. 

Barcelona nie tak dawno zdemolowała Huescę, ale jeden mecz z wieloma golami to za mało. Jakie pozytywy można znaleźć po ostatnich meczach Barcy? Myślę, że jedynym jest zwyżkująca forma Dembele. Trochę mało, prawda...



środa, 12 września 2018

Chorwacja dała się wczoraj rozbić Hiszpanii na stadionie w Elche w meczu rozgrywanym w ramach Ligi Narodów. Porażka 0:6 to kompromitacja Chorwatów i niesamowity wyczyn drużyny Luisa Enrique.

Hiszpanię czeka teraz okres zmian po nieudanym mundialu. Odejście kilku ważnych graczy, którzy zrezygnowali z występów w kadrze, miało skomplikować sytuację tej drużyny, ale po tym zwycięstwie nad Chorwacją nie ma powodów do pesymizmu. Z kadrą pożegnali się Andres Iniesta czy David Silva, jednak Luis Enrique mimo straty takich gwiazd futbolu ma kłopot bogactwa.

Już po MŚ w Brazylii mówiło się wiele o tym, że Hiszpania miała złote pokolenie, które kilka razy triumfowało, ale ta era zwycięstw się skończyła i po paśmie sukcesów trzeba pogodzić się z losem i zaakceptować to, że nie zawsze można być na szczycie. Czas na radykalne zmiany, powiew świeżości. Te prognozy okazały się chyba zbyt pochopne. Owszem, w drużynie pojawiły się nowe twarze, natomiast obeszło się bez jakichś rewolucyjnych metod działania w procesie przebudowy zespołu. Hiszpania nadal będzie utrzymywać się na samym topie wśród drużyn narodowych. Na lidera drużyny wyrasta Asensio. Również Isco daje radę, a Rodrigo potrafi odnaleźć się w polu karnym rywali. Możliwe, że brak trenera na MŚ doprowadził do tego pamiętnego blamażu Hiszpanii. Warto też zauważyć, że Luis Enrique dąży do zwiększanie wariantów gry ofensywnej, były szkoleniowiec Barcelony nie ma obsesji na punkcie tiki-taki, która jednak wciąż jest dla wielu świętością.

Luis Enrique nigdy nie imponował mi swoim warsztatem trenerskim, swoją osobowością. Pamiętam konflikt z Messim po meczu w San Sebastian. Trener z Asturii nie był wtedy w stanie zareagować odpowiednio na dąsy swojej największej gwiazdy. Jednak w pewnym momencie przestał się wtrącać w sposób gry swoich piłkarzy, dał im większą swobodę, miejsce na improwizację i spontaniczność. Jego asystent Unsue nauczył drużynę gry z kontrataku. Enrique tylko firmował kolejne zwycięstwa Barcelony swoim nazwiskiem, regularnie mógł cieszyć się po golach strzelanych przez trio MSN. Teraz pracuje z reprezentacją, zaczął swoją kadencję z przytupem.

Kilka lat temu kluczowymi piłkarzami reprezentacji Hiszpanii byli dwaj geniusze środka pola z Barcelony- Xavi i Iniesta. Dziś ich role próbują przejąć wschodzące gwiazdy Realu Madryt- Isco i Asensio. Ten drugi wczoraj kolejny raz udowodnił, że jest piłkarzem słynącym z pięknych goli. Asensio nie może posłać piłki do bramki w brzydki sposób, zawsze musi zachwycić swoim atomowym uderzeniem. Wczoraj próbował swoich sił zza pola karnego i przyniosło to mu jednego gola, a mogło dwa, jednak kolejne potężne uderzenie wprawdzie dało Hiszpanii gola, ale tym razem bramka została zdobyta dzięki feralnej interwencji bramkarza. Piłka odbiła się od jego pleców i wpadła do bramki, czyli był to gol samobójczy.

Asensio nie tylko wpisał się na listę strzelców, ale miał też udział przy czterech golach Hiszpanów, jednego gola strzelił wspomniany Isco, a swoją cegiełkę do sukcesu dołożył też napastnik Valencii Rodrigo, który także zakończył mecz z golem.

Warto dodać, że to nie pierwszy taki mecz, w którym Hiszpanie zabawili się z rywalem z najwyższej półki. Przed MŚ w Rosji zdemolowali bowiem także Argentynę. La Rosja wygrała wtedy z ekipą z Ameryki Płd 6:1.

…..A teraz kilka słów o naszej reprezentacji

Polska zremisowała wczoraj we Wrocławiu 1:1 z reprezentacją Irlandii. Kibice byli rozczarowani tym, co zobaczyli na boisku w wykonaniu naszych piłkarzy. Kompletnie bezbarwny mecz musi skłonić selekcjonera do refleksji.

Warto zaznaczyć, że Jerzy Brzęczek dokonał wczoraj wielu zmian w składzie w stosunku do piątkowego spotkania z Włochami. Jednak to wcale nie tłumaczy słabszego występów naszych kadrowiczów. Jednak składna akcja w całym meczu to za mało.

Mieliśmy szczęście, że wspomniana akcja dała nam wyrównanie w tej konfrontacji z Irlandią. Graliśmy z drużyną preferującą futbol siłowy, to była więc idealna okazja, by zaprezentować odrobinę technicznych sztuczek. Gol Klicha może cieszyć, bo jest to piłkarz w ostatnim czasie robiący dobre wrażenie w Championship, natomiast możemy być rozczarowani postawą duetu napastników Milik- Piątek. Obaj gracze nie pokazali kompletnie nic we wczorajszym meczu.

Czy po tym spotkaniu można wyciągnąć jakieś niepokojące wnioski? Trudno powiedzieć, oglądając tę wczorajszą konfrontację widać było, że to mecz towarzyski, niektórym piłkarzom udzieliła się atmosfera spotkania bez żadnej stawki. Kuba Błaszczykowski znowu zaliczył występ do zapomnienia. Te rodzinne koneksje sprawiają, że na skrzydłowego Wolfsburga znowu spadnie fala krytyki. Jednak w ocenie tego zawodnika trzeba być uczciwym- nie można mu odmówić woli walki, ale zaawansowany wiek jak na piłkarza odcisnął piętno na grze Kuby. Brakuje mu tej dynamiki. W obu spotkaniach pod wodzą Brzęczka nie był aktywny w ofensywie, mimo że to przecież jego obowiązek. Dlatego trudno polemizować z ludźmi mówiącymi, że Błaszczykowski gra w kadrze za zasługi. Niestety jest w tym trochę prawdy.

Wydaje mi się, że nasza reprezentacja traci wiele swojej wartości, gdy w składzie nie ma kilku kluczowych piłkarzy. Z wyjściowej jedenastki wypadł Zieliński- gra siadła. Wskutek absencji gracza Napoli brakowało kreatywności w przednich formacjach. Drużyna nie miała na boisku lidera, który rozgrywałby te akcje z dużą wprawą.

Po obu spotkaniach Jerzy Brzęczek ma pewien materiał do analizy. Na pewno zachwyty pod meczu z Włochami były przedwczesne i mocno przesadzone, zważywszy, że mierzyliśmy się z najsłabszą Italią od lat.

poniedziałek, 03 września 2018

Niektórzy mogą uważać, że kolejny raz poruszam ten sam wątek. Ale co zrobić, skoro zachowanie Cristiano Ronaldo cały czas wywołuje niesmak, natomiast Leo Messiemu nie można wiele zarzucić- to standard.

Ronaldo pewnie żyje w przekonaniu, że ludzie przyznający nagrodę dla najlepszego piłkarza poprzedniej edycji LM, uwzięli się na niego, nie docenili jego wielkości, więc w ramach protestu Portugalczyk postanowił zbojkotować to wydarzenie. Nie od dziś wiadomo, że samouwielbienie i pogarda dla umiejętności innych świetnych piłkarzy to znak rozpoznawczy CR7. Niestety gwiazda Juventusu nie poprzestaje na tym, potrzebuje jeszcze czołobitnych wyrazów uznania, by poczuć satysfakcję. Tym razem jednak nie mógł na to liczyć.

Wg mnie werdykt głosujących był słuszny. Przyszedł czas, by nagrodzić kogoś innego, wreszcie ktoś musiał wyjść z cienia Messiego i Ronaldo. Szkoda tylko, że duopol argentyńsko-portugalski przerwał akurat Modric, a nie Salah. Dominacja tych dwóch słynnych piłkarzy to oczywiście niepodważalna rzecz, jednak moim zdaniem pretendentów do sięgnięcia po tę statuetkę nie można ocenić tylko przez pryzmat goli i osiągnięć zespołowych. Ja w swoich rozważaniach zwracam uwagę przede wszystkim na styl gry, może to dość oryginalne podejście do sprawy, w końcu sam fakt, że dany zawodnik swoją grą wprawia mnie w zachwyt, nie musi być niczym wymiernym. Nie zawsze finezja przekłada się na gole i asysty. Trzeba też wziąć pod uwagę, że ludzie mają różne preferencje, niektórzy lubią wyczyny piłkarzy z lig zagranicznych, inni uwielbiają przaśność polskiej Ekstraklasy.

Jednak myślę, że Salah miał te liczby, zatem również w ujęciu statystycznym widać jego klasę.

Futbol jest dla kibiców- to banał. Jednak wielu ludzi zapomina o tym sztampowym twierdzeniu.  Dla mnie niezwykle ważnym kryterium w ocenie piłkarza jest widowiskowość jego gry. Dlatego uważam, że szanowne jury powinno wyróżnić Salaha za niesamowicie efektowną grę, indywidualne popisy wirtuozerii w poprzednim sezonie.

Ronaldo to od dłuższego czasu fenomenalnie zaprogramowana maszyna do strzelenia goli i nic ponadto, poza tym nawet ten fenomen może być czasami kwestionowany w sposób merytoryczny, skoro w obecnym sezonie absolutnie ma problem z tym, by odnaleźć się w lidze włoskiej. Trzy mecze bez gola to dla gracza tej klasy wręcz wstyd. CR7 już kilka lat temu stracił swój entuzjazm, taką swobodę w grze, nie ma w nim nonszalancji, szaleństwa, jest zimne wyrachowanie, brakuje mu tego błysku, który podziwiamy u Messiego. Jasne, czasami potrafi zamknąć usta malkontentom, wystarczy przypomnieć fantastyczną przewrotkę w meczu z Juventusem, zresztą reakcja kibiców Juve po tym golu była wyjątkowa. Burza braw otrzymana za genialne wykończenie akcji Realu przez Protugalczyka, zachęciła go do przenosin do Turynu.

Jednak, gdzie się podział Ronaldo dryblujący, co się stało ze słynnymi tomahawkami Portugalczyka, w ostatnim czasie CR7 ogranicza się do niesamowicie regularnego pakowania piłki do bramki, natomiast taki Salah imponował grą indywidualną.

Ronaldo w Juventusie zawodzi, w Realu za to odradza się Benzema, który do tej pory był przytłoczony swoją rolą w drużynie. Kolejni trenerzy wyznaczali mu zadanie pomagania Ronaldo w śrubowaniu strzeleckich rekordów, co skutkowało tym, że Benzema w poprzednim sezonie strzelił kompromitujące pięć goli, w obecnych rozgrywkach ma już 4.

Właśnie przeczytałem, że Jose Mourinho zrezygnował z transferu Ronaldo do Manchesteru, bo uznał, że czeka go już tylko regres formy. Może pan Jose, który ostatnio ma złą serię w MU, nie stracił jeszcze rozeznania w klubowej piłce.

Na czym polega tytułowa klasa Messiego? Znakomity Argentyńczyk we wczorajszym meczu z Huescą oddał karnego Luisowi Suarezowi. Urugwajczyk ostatnio zanotował trzy występy bez gola, w konfrontacji z beniaminkiem zdołał się w końcu odblokować, a altruista z Rosario pozwolił swojemu koledze wykonać jedenastkę, żeby napastnik Barcelony mógł w końcu ruszyć w pościg za piłkarzami, którzy mają już więcej goli w tym sezonie PD. Messi nie czuje potrzeby bicia kolejnych rekordów, te wszystkie liczby nie robią na nim wrażenia, to raczej powód do zachwytów dla kibiców czy dziennikarzy, on po prostu robi swoje, nie można w jego przypadku mówić o jakiejś pazerności, samolubności, egoizmie. Tymczasem jego konkurent z Portugalii zasługuje na taką cenzurkę.

Dziecinada Ronaldo powoli staję się normą, to niepokojące, że portugalski gwiazdor dąży do tego, by upodobnić się pod tym względem do Neymara. Infantylizm Brazylijczyka zdążyliśmy poznać na przestrzeni kilku ostatnich lat. Teraz to gracz Juventusu utwierdza mnie w przekonaniu, że czasami potrafi się wcielić w rolę kabotyna. W sumie trochę mi go szkoda, przecież po zakończeniu kariery marzy o grze w filmach.

 
poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Za nami już dwie kolejki angielskiej Premier League, w piątek miała miejsce inauguracja nowego sezonu Primera Division. Każdy fan futbolu z prawdziwego zdarzenia śledzi obie ligi z uwagą. Czego dowiedzieliśmy się po pierwszych meczach?

Ja np. wiem, że redaktor Rafał Nahorny, którego notabene bardzo cenię za wiedzę o angielskiej piłce, zaszalał, dając Arsenalowi spore szanse na zdobycie tytułu mistrza Anglii. Na razie na The Emirates przynajmniej w jednym aspekcie jest constans, Unai Emery może zaprowadził jakieś nowe porządki w klubie, ale drużyna nie wyeliminowała błędów z czasów Wengera. Pierwszy mecz w wykonaniu Kanonierów był spacerekiem dla graczy MC. W drugim spotkaniu Arsenal zaczął od 0:2, ale szybko zdołał odrobić straty i wtedy w głowach piłkarzom się pomieszało strasznie. Właśnie to frajerstwo graczy The Gunners nie zmieniło się wcale. Arsenal dostał w prezencie cztery wymarzone okazje, Kanonierzy mieli piłkę na piątym metrze i nieatakowani strzelali obok bramki, więc przegrali 2:3, takie partactwo musiało się przecież zemścić. Obawiam się, że Emery ma już swoje najlepsze lata za sobą, zresztą myślę, że historia pamiętnej rywalizacji prowadzonego przez niego PSG z Barceloną idealnie wpisuje się w to, do czego przez ostatnie lata zdążył przyzwyczaić nas Arsenal. Kanonierzy są w stanie zaimponować efektowną wygraną z drużyną z topu, ale po chwili psują sobie opinię koszmarnymi wpadkami. Przypomnę: PSG rozbiło Barcelonę 4:0, by w rewanżu przegrać 1:6.

Jose Mourinho wyraźnie spochmurniał, dlaczego portugalski bufon zrobił się taki ponury? Widać, że już nie ma chęci do pracy, na pewno nie jest to jego pasja, stracił motywację. Nawet te gierki słowne, tzw. mind games przestały go zajmować w tym samym stopniu, co jeszcze kilka lat temu. MU to dziś czołowa drużyna ligi angielskiej, ale kiedyś to była przecież wielka firma, marka wprawdzie pozostała, MU jest znany na całym świecie, ale ten status drużyny dominującej w lidze już chyba na zawsze przepadł. Piłkarze Fergusona gryźli trawę, walczyli z poświęceniem, natomiast MU Mourinho to grupa zblazowanych gwiazdeczek. Porażka 2:3 z Brighton nie może szokować.

Dzisiaj można pastwić się nad Manchesterem United do woli, ale inną ciekawą kwestią jest przyszłość Chelsea pod wodza Mauricio Sarriego. W Championship sukcesy odnosi obecnie szalony Marcelo Bielsa, ale w Premier League największym ekscentrykiem jest właśnie ten włoski szkoleniowiec. Fakt, że przywiązuje on dużą wagę do założeń taktycznych i wpaja swoim piłkarzom kilkadziesiąt schematów rozegrania stałych fragmentów gry to część jego wizji futbolu, bo mimo swojego taktycznego zacięcia pozwala zawodnikom grać spontanicznie i często beztrosko w obronie, co sprawia, że kibice The Blues mogą przeżyć z tym menedżerem podobny rollercoaster, jak fani Liverpoolu z Jurgenem Kloppem. Skoro Sarri zdołał przekonać N’Gollo Kante, że fajnie jest czasem strzelić gola, to musi być coś na rzeczy. Francuz dotąd był znany z fantastycznej pracy w destrukcji, pod wodzą Włocha uaktywnił się także w ofensywie.

Mam mieszane uczucia po meczu Barcelony z Alaves. 3:0 robi wrażenie, to początek sezonu, ale mam przeczucie, że Katalończycy pod wodzą Valverde idą w złym kierunku, dokonali niepokojącego zwrotu w stronę futbolu pozbawionego finezji. Ten pragmatyzm aż bije po oczach. Drużyna Luisa Enrique opierała swoją siłę ofensywną na magicznym tercecie. Tę dzisiejszą Barcelonę stać na zrywy, przebłyski, momenty widowiskowej gry, ale to nie jest drużyna, której mecze można pokazywać jako przykład perfekcji w grze w piłkę. Messi robi swoje, Barcelona ma gwiazdy, ale Barca jako zespół nie czaruje, to właśnie indywidualne umiejętności piłkarzy decydują o tym, że drużyna Ernesto Valverde strzela gole i że wygrywa mecze. Mam nadzieję, że ten stan rzeczy wkrótce się zmieni, ale obawiam się , że szanse na to są niewielkie.

O Realu nie będę się rozpisywał, bo mecz Królewskich z Getafe był świetnym usypiaczem dla kibica zmęczonego po meczu własnej drużyny( byłem na meczu Lecha z Wisłą, na pewno trudno być optymistą po takiej demolce). Co do Królewskich, na pewno w buty Ronaldo będzie chciał wejść Gareth Bale, który wczoraj przywitał się z kibicami na Bernabeu golem. Więcej do powiedzenia będą mieli zapewne też Asensio, Isco czy Vazquez, ta grupa młodych piłkarzy musi wziąć na siebie odpowiedzialność za kreowanie gry swojej drużyny. Transfer Ronaldo to prawdopodobnie też ubytek kilkudziesięciu goli w sezonie, ale teraz już nie będzie dochodziło do sytuacji, w której wszyscy są dostarczycielami podań do jednego zawodnika. Egoizm zostanie zastąpiony altruizmem. A za strzelanie goli będzie odpowiadać większa liczba piłkarzy.

 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi