RSS
poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Rywalizacja w Premier League weszła w decydującą fazę, liga angielska powoli finiszuje. W grę wchodzą dwa scenariusze. Pierwszy to mistrzostwo Liverpoolu, drugi bardziej prawdopodobny- obrona tytułu przez MC. Głównym pretendentem do triumfu w LM jest Barcelona, zatem czyżby Liverpool miał zakończyć sezon bez trofeów. Pewnie tak, jednak nie za trofea cenimy The Reds.

Jeśli kupujesz piłkarzy za grube miliony, musisz czuć niedosyt, gdy brakuje trofeów w klubowej gablocie. Ale ilu znacie lepszych trenerów od Juergena Kloppa? Ja może kilku byłbym w stanie wymienić…

Klopp nie jest specjalistą od wygrywania, jego drużyny potrafią zadziwić swoją grą. Jednak to niekończący się rollercoaster. Guardiola jest wyważony, Klopp uosabia chaos w pozytywnym sensie. To taki nieład twórczy. Choć może teraz dopuszczam się uproszczeń, dzisiaj bowiem kibice z Anfield nie muszą drżeć o grę obronną swojej drużyny. Liderem drużyny jest van Dijk. Akcje ofensywne oskrzydlają często boczni obrońcy- Robertson i Trent Aleksandter Arnold. Klopp zrobił ze Szkota pana piłkarza. Jego historia musi budzić respekt. Lewy defensor Liverpoolu przeszedł drogę od zera do bohatera.

Jak wszyscy wiedzą, z przodu klub z Anfield ma Mane, Firmino i Salaha. Jest tu pewna ciągłość. Kilka lat temu gole dostarczało drużynie znakomite trio Sterling- Suarez- Sturridge. Salah zdaniem wielu samozwańczych ekspertów miał być piłkarzem jednego sezonu, tymczasem on wciąż daje radę. Po kapitalnym golu w meczu z Chelsea jego hejterzy pochowali się po kątach. Ten wczorajszy genialny strzał w samo okienko Egipcjanina był idealnym podsumowaniem jego klasy.

Taka wesołą drużyna z tego Liverpoolu, ale sukcesów jak nie było, tak nie ma. Pieniądze z transferów muszą się zwrócić, ale póki co na Anfield nikt nie histeryzuje. Liczy się to, że drużyna z Anfield daje kibicom chwile radości. Takiego futbolu szukamy.

2:0 z Chelsea może być kopem motywacyjnym dla graczy Liverpoolu. Przed MC trudniejszy terminarz, piłkarzy z Anfield czekają mecze z łatwiejszymi rywalami. Życzę Liverpoolowi, by w końcu coś wygrał.

 

12:09, bartasek98
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 marca 2019

Jak pewnie zdążyliście już zauważyć, od pewnego czasu w mediach jest moda na możliwie jak najbardziej lakoniczne podsumowywanie ważnych spraw. Twitter jest świetnym narzędziem do wyrażania własnych opinii za pomocą niewielkiej liczby znaków. Po dzisiejszej klęsce Realu w LM nie chcę strzępić języka. Brawa należą się piłkarzom Ajaxu. Kłopoty Madrytu mnie niepokoją, bo to jednak wielka marka w futbolu, legendarny klub, który jest potrzebny klubowej piłce. 

Ajax wiele lat temu przyjęło się nazywać małą Barceloną. Dlaczego? To proste. W Amsterdamie w pewnym momencie ktoś mądry postanowił, że klub odtąd będzie inwestował w młodzież i ten proces trwa do dziś. Akademia Ajaxu ma być kuźnią talentów, miejscem, z którego do pierwszej drużyny w założeniu mają trafić ci najzdolniejsi i najbardziej perspektywiczni gracze. Tak też się dzieje. W tym sezonie do pewnego momentu zachwycaliśmy się Borussią Dortmund, którą do zwycięstw prowadził Jadon Sancho, ale dziwnym trafem pominęliśmy ten rewelacyjny Ajax, który robi nie mniej imponującą robotę na boisku w starciach z rywalami z europejskiego topu.

Ajax właśnie rozwalcował Real na jego terenie. Piłkarze z Holandii byli bliscy upokorzenia Królewskich, ładując im gola na 1:5. Stanęło na 1:4, dla Madrytu jest to i tak klęska epokowa, która wyznacza koniec pewnej ery.

W Madrycie zapanował szok i niedowierzanie, co dziwi mnie o tyle, że dla mnie to zwycięstwo Ajaxu absolutnie nie jest żadnym zaskoczeniem, nie oczekiwałem oczywiście tylko aż takich rozmiarów porażki Realu.

 
To był koncert w wykonaniu chłopaków z Amsterdamu. Te rulety- aż przypominał się stary dobry Zizou. Dryblingi, gra indywidualna- brazyliana, czyli finezja w najczystszej postaci. Robili, co chcieli, mieli w sobie dużo takiej bezczelności, arogancji piłkarskiej w pozytywnym sensie. Ale w sumie to już znak czasów, dziś coraz więcej drużyn przyjeżdża na Bernabeu bez respektu dla utytułowanego rywala, bo po prostu nie ma się czego bać, gdy przeciwnik jest na łopatkach.
 
Ta zuchwała drużyna zasłużyła na pochwały, piekielnie zdolna młodzież dodatkowo została wsparta przez doświadczonego Tadica, który był mózgiem w akcjach ofensywnych gości, zatem w drużynie został zachowany pewien balans. Gracze Ajaxu nie podpalili się, nie zagotowali się, grali swoje i rezultat jest świetny.
Real miał swoje szanse, ale to znowu był dramat, nie oszukujmy się, wynik jest sprawiedliwy, kontrowersje sędziowskie trzeba odłożyć na bok. Sędziowie tyle razy pomagali Realowi, że taka jedna niejasna sytuacja nie jest dla mnie żadnym skandalem.

 
Ajax w takiej formie byłby w stanie przeciwstawić się każdemu w Europie. To była poezja futbolu, naprawdę. To było to, czego oczekuję, nie wygrywanie za wszelką cenę, ale też chęć pokazania czegoś więcej niż proste kopanie piłki do przodu. Wiele lat temu mówiliśmy o końcu ery Barcelony, dzisiaj trzeba chyba ogłosić koniec ery Realu, który w Europie miał lepszą serię niż Barca, ale nigdy nas tak naprawdę nie oczarował. Real stracił Ronaldo, został tym samym pozbawiony 50 goli, ale problemem Madrytu nie jest brak CR7, tylko ogromny regres pomocników- Kroos i Modric to dziś oddział geriatryczny. Nie nadążają, są wolni, nie są już kreatywni. Zidane w porę ewakuował się z okrętu, który nabierał wody, a teraz tonie i nie ma od tego odwrotu. To mądry facet, spłynął na niego splendor, odszedł w glorii zwycięzcy. Władze Realu popełniły grzech zaniechania, po kolejnych sukcesach w LM należało stopniowo wprowadzać do drużyny nowych, zdolnych, młodych. Madryt stał w miejscu i kończy to się teraz stagnacją, marazmem, letargiem.

 
3-4 lata to maksymalny czas trwania cyklu w piłce. Po tym czasie potrzeba zmian jest widoczna gołym okiem. Trener ma dość piłkarzy, a piłkarze mają dość trenera. Dlatego „Zizou” wiedział co robi, opuszczając Santiago Bernabeu. Real na przestrzeni lat zmienił swoją politykę transferową, przestał kupować piłkarzy za grube miliony, ale ponieważ nowe rozwiązania są potrzebne od zaraz, nie ma czasu na przebudowę tej drużyny. Dni Santiago Solariego na Bernabeu są chyba policzone. Czy w Madrycie konieczna jest rewolucja? No właśnie…
niedziela, 03 marca 2019

Kibice Realu liczyli na to, że gracze Królewskich zmażą plamę ze środy, gdy ponieśli klęskę w Copa del Rey, przegrywając z Barceloną na Bernabeu 0:3. Jednak nic z tego, i tym razem górą była drużyna z Katalonii, a ludzie ze świata piłki mogą obawiać się o morale piłkarzy z Concha Espina po ligowej porażce 0:1. To kolejny dotkliwy cios dla ekipy Solariego.

Postawmy sprawę jasno. Real nie miał żadnych argumentów, by przeciwstawić się Barcelonie w sobotni wieczór na Bernabeu . Barca zaproponowała wyrachowany futbol,  w którym zabrakło wprawdzie fajerwerków, ale przecież drużyna Valverde już jakiś czas temu przyzwyczaiła nas do tego, że nie finezją wygrywa mecze. To pełna kontrola nad meczem, chłodna głowa, zero jakichś skrajnych emocji, brak nerwowości w grze dało zwycięstwo gościom z Camp Nou. Barcelona na dużym ludzie pokonuje kolejnych rywali. Jeśli pojawiają się problemy, do akcji wkracza Leo Messi i to on rozstrzyga sprawę na korzyść Barcelony. W meczu z Sevillą wirtuoz z Argentyny musiał być liderem drużyny, to dzięki niemu Barcelona wtedy strzeliła aż cztery gole. Jednak w ostatnich dwóch klasykach Messi mógł się wycofać, mógł być w cieniu innych, drużyna nie potrzebowała jego goli, by pogrążyć bezradnego przeciwnika.

Jeszcze kilka lat temu Real imponował kreatywnością w środku pola. W drugiej linii Madryt miał graczy światowej klasy, nad których grą rozpływała się w zachwytach cała Europa. Dziś pomocnicy Królewskich są bezwartościowi, mimo że to przecież wielkie nazwiska, piłkarze o dużej renomie, którzy zdążyli już ugruntować swoją pozycję w klubowej piłce. Mamy tu do czynienia prawdopodobnie z wypalaniem takich ludzi jak Modric czy Kroos. Oni już wygrali wszystko, zawojowali Europę na całego, być może zatem nie znajdują już motywacji do kolejnych triumfów. Moim zdaniem w pewnym sensie casus Królewskich jest analogiczny do aktualnej sytuacji na Alianz Arena. Działacze Bayernu planują przeprowadzić fundamentalne zmiany kadrowe, na Bernabeu też są robione takie przymiarki, w stolicy Hiszpanii także mówi się dużo o takich planach, przy czym Real już nie będzie stawiał na sprawdzone gwiazdy. Real jest w fazie przebudowy. Fiorentino Perez to człowiek porywczy, który dotychczas działał nagle i pod wpływem emocji, jednak jego ostatnie wypowiedzi wskazują na to, że Madryt chce budować nową drużynę sukcesywnie metodą step by step. Nic na chybcika, to nie ma być prowizorka, tylko poważny projekt, który zaprocentuje dopiero za kilka lat. Sęk w tym, że do tej pory zarys tego projektu nie do końca może nas przekonywać. Samym Vinicusem Real nie podbije Europy.

Tercet BBC to już historia. Gareth Bale jeszcze kilka lat temu imponował swoimi brawurowymi szarżami. Wszyscy przecież pamiętamy do dziś jego niesamowity rajd w finale Copa del Rey, kiedy wkręcił w ziemię Marca Bartrę i strzelił zwycięskiego gola dla Realu. Dzisiaj tymczasem to sfrustrowany facet o autodestrukcyjnej osobowości. To nie jest typ piłkarza, którego atutem jest silny mental. To gracz o mentalności która może go doprowadzić do katastrofy. Karim Benzema to kolejny piłkarz, który ma aspiracje, by być liderem Realu, jednak wydaje mi się, że wbrew pozorom Francuz wciąż potrzebuje klasycznego napastnika, któremu mógłby dogrywać piłki. To nie jest bowiem typowy snajper, który regularnie strzela gole, tylko człowiek umożliwiający zdobywanie bramek prawdziwemu goleadorowi. Real potrzebuje klasowej dziewiątki, by znowu strzelać swoim rywalom po trzy- cztery gole w meczu. Obecnie każdy gol jest wielkim sukcesem dla Realu. To przykry znak czasów.

W sobotnim starciu z Barceloną Madryt zaoferował fanom futbolu z całego świata wyłącznie nonszalancję Viniciusa, którego problem polega na tym, że Brazylijczyk z reguły dokonuje złych wyborów. To też znamienne, że Madryt zdaje się polegać na jeszcze bardzo mocno rozkojarzonym 18-latku. Królewscy nie mają dzisiaj żadnej wizji gry. Jaka jest filozofia Solariego? Trudno mówić o jakichkolwiek koncepcjach, które Argentyńczyk starałby się wdrażać w życie. W grze Realu dominuje chaos, na nieszczęście Madrytu na Bernabeu nie ma Messiego. Barcelona w chwilach słabości może zdać się na geniusz argentyńskiego artysty futbolu. Ludzie z obozu Realu tymczasem żywią nadzieję, że Vinicius ich zawsze uratuje. Rzecz w tym, że jest to piłkarz utalentowany, ale Brazylijczyk ma problem dlatego że w Realu nie ma doświadczonego gracza, który mógłby powoli wprowadzać go do drużyny. Messi zaczynał swoją grę w Barcelonie dzięki pomocy Ronaldinho. Neymar mógł liczyć na wsparcie Messiego, natomiast Vinicius jest osamotniony. Od razu rzucono go na głęboką wodę i oczekuje się do niego cudów w obliczu kryzysu Królewskich. Real w pewnym momencie się zagubił, ciekawe kiedy gracze Królewskich przezwycięża te kłopoty. Symbolem wczorajszej niemocy Madrytu było chamskie zachowanie Sergio Ramosa. Brzydkie prowokacje chyba najsłynniejszego boiskowego brutala miały swoją wymowę, pokazywały jak słaby tego dnia był Real. 

czwartek, 21 lutego 2019

0:0 Barcelony z Lyonem na wyjeździe to kolejny dowód na schyłkową fazę tej drużyny.  Jak można temu zaradzić, w jaki sposób pewni ludzie w klubie powinni przeciwdziałać, by przezwyciężyć te problemy Katalończyków? Co proponują kibice? Jeden z moich znajomych uważa, że jak najszybciej należy przeprowadzić rewolucję kadrową. Zdaje się, że inny wariant, jakikolwiek plan B nie wchodzi w grę, alternatywą może być już tylko permanentny marazm. Tertium non datur. 

Trener Valverde nie wykorzystuje potencjału swoich piłkarzy, co gorsza ostatnio dostał kredyt zaufania od władz klubu i w związku z tym będzie pracował z drużyną z Camp Nou jeszcze przez kilka lat. O zgrozo.
 
Wg jednego z kibiców Barcelony kluby hiszpańskie (szczególnie te topowe) na przestrzeni ostatnich lat funkcjonują w oparciu o dualistyczny model zarządzania, tzn. właściciele działają jak rozkapryszone dzieci, dysponujące na wyłączność kartą kredytową Billa Gatesa, a klub to taki plac zabaw oferujący szereg atrakcji, mogących spełnić ich chłopięce marzenia. Trener jest tu bardziej po to, by nie przeszkadzać piłkarzom. Jeśli już trafi się jakiś szkoleniowiec z temperamentem, swoimi zasadami, które chce kategorycznie wdrażać w życie, to w drużynie narasta bunt przeciwko takiemu trenerowi. Przypominam nieszczęsne losy Rafy Beniteza na Santiago Bernabeu.

 
Przyglądając się działaniom szefostwa klubu z Camp Nou, można wręcz odnieść wrażenie, że pan Bartomeu pragnie chce zarobić krocie, korzystać z profitów do woli, a sam klub traktuje jak instytucję, która jest dla niego fajną skarbonką. To wszystko wiąże się z pewnym mechanizmem funkcjonowania klubu. Zarząd przedłuża kontrakty skończonych już w wielkiej piłce gwiazdorów, oferując coraz wyższą gażę i nietykalność, którą zapewni im status postaci pomnikowych i brak rywalizacji w drużynie. Jak to osiągnąć? Mój kolega uważa, że to banalne – jego zdaniem wystarczy zatrudnić trenera-pomagiera bez charyzmy i pozyskiwać zastępy średniej klasy graczy, których zadaniem ma być usługiwanie ikonom klubu. Ci panowie chętnie zasilą szeregi drużyny, skuszeni bajecznym wynagrodzeniem. A odpowiedzialność i tak spada na tych największych. W Barcelonie dotyczy to Messiego. Przecież nikt nie będzie winił za niepowodzenia Vidala czy Boatenga. Bądźmy poważni…
Ja oczywiście mogę polemizować z tymi tezami mojego rozmówcy, przecież MU odbudowuje się pod wodzą nowego trenera właśnie dzięki temu, że Solskjaer pozwolił grać swoim piłkarzom. Pogba jest w szczycie formy, bo obecny menedżer z nim nie toczy bojów. Spójrzmy na Chelsea, Sarri ma problemy, nie może złapać kontaktu z szatnią, kibice sugerują władzom klubu, by może zatrudnić Lamparda, idąc w ślady Realu z czasów Zidane’a czy dzisiejszego MU. Trener z temperamentem czasami psuje atmosferę w drużynie. Dzisiaj słynna suszarka Fergusona nie dałaby pozytywnych rezultatów. Silny mental to przeszłość, dziś piłkarze są o wiele bardziej wrażliwi. 

Jeśli chodzi o Barcelonę, mój kolega jest zdania, że mobilizacja i kondycja są coraz gorsze, w końcu praw psychiki i biologii nie oszukasz, toteż wyniki sprawiają zawód. Ale obwoźny cyrk lata sobie po całym globie (a to podczas przedsezonowego tournee, a to w kluczowej dla losów mistrzostwa ligowej kampanii), przyciągając rzesze fanów, z których większość o piłkarskich realiach nie ma pojęcia, ale szczelnie wypełnia stadion, by obserwować dawnych mistrzów pamiętających reżim treningowy Guardioli.

 
Barcelona notuje obecnie tak wielkie zyski nie ze względów czysto sportowych, lecz wizerunkowych, wciąż dyskontując splendor, który spłynął na drużynę po triumfach sprzed lat.

 
Ja w ostatnim czasie często polemizowałem z moim zaprzyjaźnionym interlokutorem, oponując, gdy on postulował, by Barcelona zdecydowała się na tę rewolucję personalną? Dlaczego? Ponieważ nie lubię rewolucji, rewolucja kojarzy mi się z bestialstwem jakobinów czy innych bolszewików, moim zdaniem zmiany muszą się dokonywać na drodze ewolucji, stanowcze ruchy są potrzebne w obliczu głębokiego kryzysu, ale nie można pójść za daleko w tym procesie odnowy drużyny. Poza tym w jaki sposób miałaby się dokonać owa rewolucja?

 
Sęk w tym, że dzisiaj La Masia jest jakimś skansenem, reliktem i nie da się sukcesywnie wprowadzać do drużyny nowych graczy z akademii.
 
Regres formy Suareza może szokować, dość powiedzieć, że Urugwajczyk czeka na wyjazdowego gola w LM już trzy lata, w starciu z Lyonem El Pistolero był znowu beznadziejny. Nasz Pistolero z San Siro nieustannie przeprowadza kanonadę, za to barceloński łowca goli zwykle zapomina wyjąć rewolwer z kabury i szamocze się na boisku, wdając się w niepotrzebne dyskusje z arbitrem. Kiedy Messi ma słabszy dzień, ta drużyna jest kompletnie bezradna. To może niepokoić, ale przecież już wszyscy się do tego przyzwyczaili. W tym momencie przypomina się słynny transparent kibiców MU wywieszony przed meczem z Barceloną( uwaga- była to jeszcze Barca Guardioli). ,, No Messi, no problem”. Nic dodać, nic ująć. Dla rywali brak Messiego jest zbawieniem.

 
W tym tekście przedstawiam dwugłos, choć częściowo zgadzam się ze spostrzeżeniami mojego kolegi- kibica Barcelony. Niemniej tym razem on nie zgodził się z moimi argumentami, oto jego opinie: Rewolucja jest konieczna. Guardiola przeprowadził ją, gdy obejmował pierwszy zespół – pozbył się zawodników dotychczas stanowiących jego trzon, zastępując ich młodymi gniewnymi: wtedy dał szansę Messiemu, Pique, Inieście, Busquetsowi.
 
Valverde nie miał tyle odwagi, by dać szansę barcelońskiej młodzieży nie tylko w kopaninie ze szrotem do odstrzału we wstępnych fazach CdR? Pep je cochones, toteż stawiał na „Busiego” i Pedro; później wprowadził do drużyny Roberto, Rafinhę, Bartrę, Cuencę, Jeffrena, Tello…M. Woszczyło, przyznaje, że nie wszystkim z tego grona graczy się powiodło, ale kilku z nich zrobiło błyskotliwe kariery.
 
Mnie wypada się tylko zgodzić, że Valverde jest konserwatystą, który nie chce nic zmieniać w drużynie. Tak się bowiem składa, że trener Barcelony ma już pewną koncepcję, ustalony skład i tego będzie się trzymał, to będzie powtarzał z uporem godnym lepszej sprawy. Kibice mogą się zżymać, ale nic nie zmienią swoją merytoryczną krytyką, która w klubie jest odbierana jako dyskredytacja genialnego szkoleniowca, który da sukcesy Barcelonie. To przecież mrzonki.
 
Namiastkę wielkiego futbolu można teraz obserwować, oglądając mecze MC. Pep Guardiola wciąż funkcjonuje w piłce, ale jednak szkoda nam tej Barcelony, która w pewnym momencie się gdzieś zagubiła w wyniku złych decyzji trenera. Real Madryt jest teraz zuchwały dzięki nonszalancji i braku respektu wobec rywali Viniciusa, natomiast Barcelona jest apatyczna, bierna, nudna. Kiedy to się zmieni? Oby jak najszybciej, bo kibice tego dłużej nie zdzierżą.
 
 
 
niedziela, 10 lutego 2019

Kibice Realu Madryt narzekają na grę swojej drużyny, mimo że w teorii nie mają podstaw ku temu, by krytykować piłkarzy Solariego. Liczba punktów się zgadza, Real wciąż jest w walce o tytuł mistrza Hiszpanii. Wczoraj potwierdził swoje aspiracje, pewnie pokonując Atletico 3:1. To mówi samo za siebie.

To nie jest przypadek. Real Solariego nie zachwyca stylem gry, nie należy do drużyn, które w każdym meczu po wyjściu na prowadzenie chcą błyskawicznie pójść za ciosem, by dobić rywala i ucieszyć kibiców. Futbol to dzisiaj przede wszystkim koncentracja na wyniku. Priorytety zmieniły się w Madrycie. Piłkarscy esteci  już parę razy w tym sezonie się żachnęli patrząc na to, co robią gracze z Bernabeu, ale gdy spojrzymy na liczby, okaże się, że ludzie przychylni Królewskim są może za bardzo wymagający. Przecież ta drużyna się zmienia, jest w fazie przebudowy. Solari żąda od swoich piłkarzy dyscypliny, jeśli ktoś nie chce się podporządkować, musi pogodzić się z rolą wiecznego rezerwowego. Taka przykrość spotkała Isco. Co z tego, że Hiszpan jest graczem błyskotliwym, skoro drużyna dotychczas rzadko miała pożytek z jego umiejętności. Asensio do niedawna miał status złotego dziecka hiszpańskiej piłki, tymczasem niewykluczone, że skończy jak Jese gdzieś na peryferiach wielkiego futbolu. Trener na niego nie stawia, bo gracz z Balearów nie jest tak karny i zaangażowany jak chociażby Lucas Vazquez, który stał się pewniakiem w wyjściowej jedenastce Realu. Ostatnio zresztą odpłacił się trenerowi za to zaufanie golem w El Clasico.

Real pozbył się gwiazdorstwa. Tercet BBC to już historia. Real przestał bić się z Barceloną o to, kto strzeli więcej goli. Dzisiaj piłkarze z Bernabeu bez zadęcia robią swoje. Karim Benzema wyszedł z cienia gwiazd, teraz to on lśni najjaśniejszym blaskiem, jest centralną postacią drużyny, niekwestionowanym liderem. Charyzmą bije go na głowę Sergio Ramos, ale jeśli chodzi o zarządzanie zespołem w trudnych chwilach to Francuz nie ma sobie równych.

W Madrycie skończyły się wymarzone czasy dla gwiazd, toteż Gareth Bale zaczyna mecze na ławce, na Bernabeu bowiem nikt nie jest faworyzowany. Rosną notowania Viniciusa, co jest symptomatyczne. Madryt szuka nowych bohaterów, ludzi, którzy znajdą motywację, by Bernabeu znowu przeżywało chwile chwały po kolejnych triumfach.

Solari ma swoje zasady i nie boi się ich wdrażać w życie. Kibice mogą twierdzić, że jest pragmatykiem, że przedkłada sam wynik ponad wszystko, ale może na finezję przyjdzie czas wkrótce. Na razie Real musi odzyskać swoją pozycję. Solari nie stawia na Marcelo, bo Brazylijczyk mimo swojej aktywności w ofensywnie myli się na potęgę pod własną bramką. Nie ma wytłumaczenia dla jego beztroskiej postawy w defensywie, facet dotąd właściwie nietykalny też może wylądować poza składem, jeśli jego nonszalancja prowadzi do straty goli, a warto w tym miejscu przypomnieć, że to m. in. Marcelo przyczynił się do straty gola w klasyku na Camp Nou w Copa del Rey. Solari nie jest szkoleniowcem, który będzie wyrozumiały dla doświadczonego obrońcy. Miałeś swoją szansę, zmarnowałeś ją, więc automatycznie czeka cię wypad z podstawowego składu. Sam się o to prosiłeś, bym postawił na innych.

W Hiszpanii zapanowała moda na ideę resultadismo. Trenerzy rezygnują z efektownej gry na rzecz wyników. Santiago Solari chyba należy do zwolenników tej koncepcji. Wczoraj zdał swój pierwszy egzamin w roli trenera Realu. 3:1 na stadionie Atletico to wielki sukces dla Królewskich. Oczywiście, błędy sędziowskie wpłynęły na rezultat tej konfrontacji. VAR w Hiszpanii niewiele daje, skandale sędziowskie wciąż są na porządku dziennym. Arbiter we wczorajszych derbach przyznał gościom rzut karny, mimo że faul miał miejsce poza szesnastką, nie uznał także gola strzelonego przez gospodarzy, mimo że była to sytuacja stykowa, trudna do oceny. Kiedy zostawimy te kontrowersje na boku, nadal trudno będzie nam kwestionować klasę piłkarzy Realu. Niby nie grają efektownie, ale wyjeżdżają z Wanda Metropolitano z trzema strzelonymi golami. To już jest godne podziwu. Real jeszcze namiesza w La Liga, w LM też może coś osiągnąć. Niektórzy za wcześnie spisali Królewskich na straty. Real to Real, ta drużyna tak szybko nie złoży broni.

 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi