RSS
środa, 13 września 2017

Paradoksem jest to, że choć sam swego czasu, zresztą nie raz to robiłem, potępiałem w czambuł tych, którzy formułowali bardzo radykalne opinie, krytykowałem ludzi stawiających kategoryczne tezy, przedwcześnie wieszczących upadek jakiejś wielkiej drużyny czy schyłek ery któregoś z gigantów klubowej piłki, dziś z tego samego powodu muszę się pokajać. Okazuje się bowiem, że sam w pewnym momencie napisałem tekst w takim właśnie tonie i tym felietonem chcę przyznać z pełnym przekonaniem, że nie warto ferować wyroków zbyt wcześnie, bo można się na tym nieźle sparzyć.



Po meczach o Superpuchar Hiszpanii, w których Barcelona została zmiażdżona przez Real, rozpływałem się w zachwytach nad istotnie olśniewającymi popisami Królewskich. Byłem wówczas oczarowany grą Isco i Asensio. Ta lekkość, finezja, fantazja wprawiała mnie w osłupienie, zacząłem więc wieszczyć złotą erę drużynie Zizou. Oczywiście to bardzo prawdopodobne, że ekipa z Santiago Bernabeu będzie w tym sezonie przeżywać wielkie wzloty, tym niemniej na chwilę obecną w tabeli La Liga przewodzi Barcelona, czyli drużyna przez wszystkich już niemal skreślona.

Leo Messi w pierwszym meczu sezonu nie wykorzystał rzutu karnego, później również pech nie chciał się od niego odczepić, znakiem tego trzy razy w jednym spotkaniu obijał słupek bramki rywala, jednak w końcu miarka się przebrała i pełny sportowej złości, pazerności na gole Argentyńczyk pokazał swoją niesamowitą klasę. W ostatnich derbach Barcelony ustrzelił hat tricka, dziś dwoma golami powalił Juventus, w końcu odczarował bramkę Buffona, któremu strzelił pierwsze gole, czyli Messi wciąż te swoje rekordy indywidualne bije, śrubuje, stale znajduje jakąś nową bariery, które z łatwością przekracza.

Barcelona może poradzić sobie bez zmanierowanego wielką mamoną Neymara, kapryśny i humorzasty Brazylijski nie pasował nigdy jeśli chodzi o wizerunek, reputację, temperament do Barcelony, czyli drużyny grzecznych chłopców. Mecz z Juventusem pokazał, że weteran Andres Iniesta wciąż może przejawić najwyższy kunszt. Iniesta po prostu zagrał profesurę, a Messi jak to Messi, dwa razy błysnął, w całym meczu nie musiał być specjalnie aktywny, ale w tych decydujących momentach postawił na swoim i poprowadził drużynę do zdecydowanego triumfu 3:0. 3 gole strzelone Juve to wyczyn rzadko spotykany. W końcu jak dotychczas drużyna ze stolicy Piemontu obok Atletico Madryt uchodziła za zespół niemal perfekcyjny w defensywie.

Patrząc na geniusz Messiego łatwo pokusić się o tezę, że ten niepowtarzalny wirtuoz futbolu od dłuższego czasu notorycznie się oszczędza, preferuję grę ekonomiczną, jednak i tak nie sposób przeczyć temu, że jego boiskowe dokonania imponują tym artyzmem znacznie bardziej niż taśmowo strzelane z zimną krwią przez Cristiano Ronaldo gole. CR7 jest synonimem skuteczności i wyrachowania, Messi to z kolei emanacja piłkarskiego romantyzmu, idealistyczny esteta piłki nożnej (czyli wymierający gatunek wśród dzisiejszych graczy), który wciąż chce cieszyć kibiców także pięknem swoich zagrań, nie wystarcza mu satysfakcja z tego, że nieustannie trafia na listę strzelców goli czy asystentów, musi to zrobić w sposób zjawiskowy, nad podziw efektowny, to sprawia mu frajdę.

Nie chcę tu opisywać szczegółowo przebiegu hiszpańsko-włoskiego szlagieru pierwszej kolejki LM, zwracam tylko uwagę, że futbol jest tak piękny również dlatego że wiemy, że niektóre drużyny nie zejdą poniżej pewnego poziomu. Wprawdzie MU po odejściu Fergusona zanotował niesamowity regres, jednak teraz stopniowo Czerwone Diabły się odradzają pod wodzą Jose Mourinho, natomiast Barca też swego czasu sprawiała srogi zawód swoim fanom. Pamiętamy, jak pod kierunkiem Gerardo Martino drużyna z Camp Nou doszła do ściany i sam obwieszczałem wówczas dekadencję Katalończyków, ten marazm, apatia, brak pomysłu na grę i woli walki porażał, po meczach w Superpucharze wydawało się, że powtórka z rozrywki jest kwestią czasu, że ten sezon będzie dla Barcelony wielkim koszmarem, jednak teraz kibice tej plejady gwiazd prowadzonej przez trenera Valverde mogą patrzeć optymistycznie w przyszłość. Stagnacja raczej nie grozi Barcelonie. Skoro stare wygi, jak Iniesta i Messi nie są wcale żadnymi zgranymi kartami, tylko asami, Barca wciąż należy do faworytów LM.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Fiorentino Perez przez lata usiłował tworzyć piłkarską potęgę z plejady gwiazd. Często ten nadmiar graczy o wybujałym ego prowadził do klęski. W trakcie jego rządów Madryt opuścili piłkarze naprawdę błyskotliwi(Di Maria, Oezil czy James). Dziś Real jest drużyną ustabilizowaną, trzon zespołu jest niekwestionowany(m.in Modric i Kroos), natomiast siła ofensywna Królewskich zyskała wiele dzięki narodzinom nowej piłkarskiej perełki - Asensio. 

W meczu ostatniej kolejki La Lagia Realu z Valencią to właśnie Asensio uratował twarz Królewskim. To on dwoma golami sprawił, że drużyna Zidane' a zremisowała to dramatyczne spotkanie. Kibice zgromadzeni na Bernabeu skwitowali gwizdami bezbarwny występ Bale'a i żenującą nieskuteczność Benzemy. Te gwizdy na gwiazdy są symptomatyczne, pokazują, że Real po odniesieniu kilku sukcesów stał się inną drużyną. Zidane zmienił model budowania zespołu światowej klasy. Cristiano Ronaldo musi odcierpieć karę za czerwoną kartkę, dwaj pozostali gracze z tercetu BBC zawodzą, mimo to Real może się podobać. Piękne gole strzela bowiem Asenio, okazuje się, że również z rzutów wolnych potrafi przymierzyć doskonale. Dowód to oczywiście jego drugi gol w konfrontacji z Valencią.

Tymczasem w Barcelonie obserwujemy fazę gruntownych reform. Odejście Neymara było dla klubu z Katalonii trzęsieniem ziemi, jednak owo tąpniecie musiało nastąpić, skoro to nie tylko osłabienie marketingowe, ale też, a może przede wszystkim wielka strata sportowa dla teamu Ernesto Valverde ,dziś Barca skazana jest w zasadzie na geniusz Leo Messiego. Neymar odciążał Argentyńczyka, brał na siebie część uwagi graczy rywali, teraz Messi jest osamotniony. Transfer Dembele z Borussi Dortmund ma to zmienić, Barca nie ustaje w próbach pozyskania Coutinho, jednak czy są to gracze tego formatu, by zapewnić Barcelonie powrót do fenomenalnej formy sprzed lat... Kibiców Barcy najbardziej może i powinno martwić, że władze klubu z Camp Nou wyraźnie nie mają pomysłu na odbudowę tej wielkiej ekipy. Ich działania są chaotyczne, wywołane rzecz jasna potrzebą chwili, ale widać w tym wyraźną histerię i desperację.

Złota generacja wychowana w La Masii już nie gra pierwszych skrzypiec na Camp Nou, to pokolenie już miało swój czas, rywale już dawno położyli kres tiki-tace, wprawdzie okres pracy z drużyną Luisa Enrique, którego rola w zespole sprowadzała się w istocie do tego, że nie przeszkadzał swoim graczom, dowiódł, że blask Barcelony jeszcze nie przygasł, że oczekiwanie sukcesów nie musi być naiwnym rojeniem upadłych gwiazd, bo może stanowić realną perspektywą. Tamta Barcelona potrafiła znaleźć właściwą alternatywę dla przebrzmiałej tiki-taki, Barcelona Ernesto Valverde wciąż szuka swojej tożsamości, a problemy piętrzą się coraz bardziej. Co prawda to Barca właśnie dziś przewodzi w PD, niemniej Real mimo wpadki z Valencią wciąż jawi się jako bezkonkurencyjny pretendent do mistrzostwa. Czy uda się to zmienić?

 
 
 
czwartek, 17 sierpnia 2017

Czy wczorajsza klęska Barcelony na Santiago Bernabeu wyznacza smutny okres dla klubu z Katalonii. Niestety uderzające według mnie jest podobieństwo dzisiejszej Barcy do nieszczęsnej drużyny Gerardo Martino. Fani Katalończyków mogą się martwić, bo ich ulubieńcom brakuje nie tylko pomysłów na grę, ale też chęci do wygrywania meczów. Finezyjne popisy Królewskich kontrastowały wczoraj z bezsilnością Leo Messiego i spółki.

To było starcie dwóch różnych światów, dwóch odmiennych kultur gry w piłkę. Real w pierwszej połowie zdeklasował Katalończyków, de facto zamknął ich na własnej połowie i tylko co jakiś czas na moment pozwalał przekroczyć linię środkową boiska. Dla Królewskich ten mecz był zabawą. Zinedine Zidane może być dumny ze swojej drużyny. Real to dziś przede wszystkim ogromne zasoby kadrowe. Kibice mogą się też cieszyć, że na firmamencie europejskiej piłki rozbłyskują nowe gwiazdy, najbardziej w oczy rzuca się rozwój Asensio. Niektórzy komentatorzy zachodzą w głowę, czy ten młody Hiszpan potrafi strzelać brzydkie gole, bo na razie specjalizuje się w posyłaniu pocisków pod samą poprzeczkę bramki.

Real ma znakomicie obsadzony środek pola. Luka Modric to reżyser gry Królewskich, który kreuje działania ofensywne Królewskich, jest mózgiem drużyny. Toni Kroos to solidność, Niemiec epatuje pragmatyzmem, przedkłada skuteczność zagrań nad ich finezyjność, ale z pożytkiem dla drużyny.  Przyzwyczailiśmy się do tego, że w Realu popisy techniczne zwykle daje Isco, jednak okazuje się, że i bez tego wirtuoza Real jest w stanie zaimponować piłkarskiemu światu.

W Realu widać tę pasję, sportową złość, prawdziwą furię. Królewscy kiedyś słynący z gry z kontrataku, dziś już zastępują dawny perfekcjonizm finezją i fantazją. Zizou dał swoim graczom więcej swobody, więc nie krępuje ich teraz żaden taktyczny gorset, jak za czasów Mourinho czy Beniteza.

Analogie do drużyny Martino nasuwają się same, jednak warto podkreślić, że o ile tamta Barcelona ponosiła klęski wskutek dogmatycznego postrzegania tiki-taki, po prostu zatracając się w jednej jedynie słusznej strategii gry, o tyle drużyna Enrique nie ma dziś żadnego pomysłu na grę, została pozbawiona tożsamości, to słynne DNA Barcelońskie przestawało mieć rację bytu.

Barca przegrała 0:2, ale Messi i Suarez obili słupek i poprzeczkę, to zrządzenie losu też skłania do wysuwania paralel między dzisiejszą Barceloną a nieudolną drużyną trenera Martino, której nigdy fortuna nie sprzyjała. Dopadło ją pasmo nieszczęść, jak będzie z dzisiejszą Barceloną, czy wczorajszy chichot losu okaże się jednorazową koincydencją?

Transfer Neymara musiał wstrząsnąć drużyną. Kiedyś Katalończycy imponowali kreatywnością w środku pola, do niedawna jednak ich znakiem firmowym był tercet MSN, kiedy go zdekompletowano, destabilizacji uległa też gra całej drużyny, teraz trzeba inaczej porozkładać akcenty w zespole, jednak będzie to zadanie może nawet niewykonalne, zważywszy, że skrzydła Barcy to dziś dramat. De facto Barca może liczyć tylko na dwóch graczy-Messiego i Suareza.

Kibice Realu mogą być zadowoleni, że o sile ich drużyny stanowi dziś kolektyw, przez lata bowiem Real był rozsadzany przez konflikty między gwiazdami i gwiazdeczkami. Mnogość indywidualności w drużynie powodowała, że ta gra się nie zazębiała. James, choć jest graczem klasy światowej, musiał odejść z Realu, bo zatruwał atmosferę swoimi humorkami. Dziś indywidualności w Realu znaczną mniej, potęgą jest zespół.  Do lamusa odszedł wyścig strzelecki  między BBC a MSN, tercet madrycki przestał być kołem zamachowym ekipy z Bernabeu, pod nieobecność Garetha Bale'a i Cristiano Ronaldo błyszczeli inni.

piątek, 14 lipca 2017

Wielokrotnie krytykowałem politykę transferową Realu Madryt, zbyt pochopne decyzje podejmowane arbitralnie przez omnipotentnego/gromowładnego Florentino Pereza mogą wywoływać co najwyżej śmiech przez łzy u postronnego obserwatora. Świat futbolu zmienia się dynamicznie, do niedawna Barcelonie przyświecała idea kreowania gwiazd w szkółce La Masia, dziś Barca tymczasem uczy się importu piłkarzy, zatem ten idealizm zanikł, Królewscy zawsze byli pragmatyczni, więc stawiali na gwiazdy, często podstawowym kryterium przy pozyskiwaniu nowych graczy była ich rozpoznawalność. Tzw. potencjał marketingowy miał kluczowe znaczenie.

Wskutek tej specyficznej wizji budowania drużyny Real pozbył się Angela Di Marii, swego czasu naprawdę błyskotliwego, przebojowego, kreatywnego gracza specjalizującego się w efektownych szarżach i innych niekonwencjonalnych zagraniach, ponieważ koszulki z nazwiskiem Argentyńczyka przestały się sprzedawać. Mesut Oezil opuścił Madryt i trafił na Emirates Stadium, powód? Naturalnie kaprys, fanaberia Pereza. Oezil miał na pieńku z Jose Mourinho, niemniej to on notował najwięcej asyst przy golach Ronaldo, więc jak widać, po raz kolejny władze Realu pozbyły się niezłego gracza, kierując się nie oceną jego piłkarskich umiejętności, tylko jakimiś względami pozasportowymi. Ot, urok klubu z Concha Espina.

Wreszcie przechodzę do najnowszego przykładu. Przenosiny Jamesa Rodrigueza z Realu do Bayernu wzbudzają ożywione dyskusje wśród fanów futbolu. James, choć piłkarzem jest znakomitym, kosztował poza tym krocie-80 mln, nie mógł już dłużej zagrzać miejsca na Bernabeu, bo nie chciał już być marginalizowany przez Zidane. Mówi się wprawdzie, że Real dziś dysponuje największymi zasobami ludzkimi, że kadra Królewskich jest naprawdę szeroka. Istotnie jest to fakt niezaprzeczalny, przecież Barcelona nie obroniła prymatu w Hiszpanii ze względu na małą liczbę graczy, którzy mogliby zastąpić tych pewniaków w składzie i zapewnić identyczną jakość. Trzon katalońskiej drużyny tworzy tercet MSN, w Realu graczy kreatywnych jest bez liku.  Kroos, Modric, Isco, właśnie James.

Kadra Realu jest tak szeroka, że Gareth Bale kupiony niegdyś za bez mała 100 mln nie przekonuje dziś kibiców Królewskich, również jego częste kontuzje wzbudzają pewien sceptycyzm wśród fanów.  Jednak Walijczyka Zidane się nie pozbędzie, Real to bowiem klub rządzony w sposób autorytarny, Perez uwielbia Bale’a, więc trener nie ośmieli się go tknąć. Absurd w najczystszej postaci…

James Rodriguez i Isco to dwaj gracze, którzy czarują na boisku. Isco słynie z nieszablonowych zwodów, choć bywa, że jego zagrania nazbyt trącą efekciarstwem, niemniej jest to widowiskowy, spektakularny piłkarz, natomiast James wsławił się wieloma kapitalnymi golami. Wydaje się nawet, że Kolumbijczyk nie umie posyłać piłki do bramki w sposób zwyczajny. Zawsze musi błysnąć czymś niestandardowym.

Jestem fanem talentu Jamesa, więc nie cieszy mnie ten ruch Realu, ale przyzwyczaiłem się do tej krótkowzroczności, impulsywności władz Królewskich, więc to jak potoczyły się ostatecznie losy Kolumbijczyka, nie jest specjalną niespodzianką. Casus Jamesa może bawić tym bardziej, że Real go wypożycza za marne pieniądze, biorąc pod uwagę astronomiczną kwotę, jaką przeznaczono na jego transfer na Bernabeu. Poza tym dziś taki Paul Pogba ląduje w Manchesterze za 100 mln, choć nie wyróżnia się niczym i wraz z całą drużyną pogrąża się w totalnym marazmie i dekadencji.

środa, 21 czerwca 2017

Cristiano Ronaldo się napuszył, nadymał, swoim zwyczajem dąsa się, stawiając ultimatom władzom Realu Madryt. Choć dziś wszystko wskazuje na to, że nic nie przeszkodzi mu w zdobyciu kolejnej Złotej Piłki, moim zdaniem nie będzie to słuszny werdykt, ale nie to jest lejtmotywem mojego tekstu.

Sukcesy sportowe nie przesłaniają wpadek pozaboiskowych. Problemy z fiskusem( bezprawne 14 mln, które Ronaldo chciał sobie sprytnie przywłaszczyć wywołały medialną burzę) kładą się cieniem na wizerunku i tak już mającego marną reputację Portugalczyka , a wrzawa wokół CR7 zaczęła ciążyć piłkarzowi, więc postanowił postraszyć klub odejściem do PSG lub MU. Są to oczywiście absurdalne historie, obliczone na wyraźną podwyżkę. Leo Messi dziś zarabia 30 mln, Cristiano też chce mieć tak bajeczną gażę, wręcz jej żąda. Ależ próżniak. Co ciekawe okazało się, że sławny futbolista jest także patentowanym kłamcą. Leszek Orłowski: ''W roku 2014 piłkarz Realu miał zadeklarować dochód w wysokości 11,5 miliona euro, podczas gdy w rzeczywistości, włączając to zyski ze sprzedaży praw do wizerunku, zarobił prawie 43. Wyszło na to, że gwiazdor Realu oszukał fiskusa na 14, 7 miliona euro. I oba barcelońskie dzienniki sportowe: „Sport" oraz „El Mundo Deportivo" dały takie same tytuły swym materiałom o sprawie Cristiano: „CR 14,7". George Orwell jednak miał rację, są na tym świecie równi i równiejsi, oczywiście as Królewskich nie poniesie żadnych konsekwencji za swój wybryk, jednak naprawdę kapitalnie tę sytuację puentuje Orłowski:''Gdyby zastosować wobec Cristiano taki sam przelicznik wysokości zadłużenia na długość wyroku skazującego jak w przypadku asa Barcy - Messiego (4,1 miliona), któremu groziło 21 miesięcy w więzieniu, to Portugalczyk poszedłby siedzieć na siedem lat. Czyli znów byłby CR7!''

Zresztą już nie pierwszy raz Ronaldo pokazuje swoje humorki. Pamiętamy, gdy swego czasu( mam na myśli początek sezonu 2013/14 i spotkanie Realu z Granadą) po strzeleniu dwóch goli w meczu ligowym skarżył się, że jest smutny. Co prawda CR7 znany z fanfaronady i narcyzmu coraz częściej potrafi tłumić swoje żałosne przyzwyczajenia. Dziś Zinedine Zidane może od czasu do czasu pozwolić sobie, by posadzić gwiazdora na ławce. Kiedyś to było nie do pomyślenia. To świetnie, że Ronaldo w końcu zrezygnował z dziecinnego infantylizmu i jego pogoń za Messim przestała go tak zajmować. Dotąd bowiem Cristiano sprawiał wrażenie zakompleksionego frustrata, który nie może zaakceptować supremacji Leo Messiego w światowym futbolu. Rywalizacja z portugalskim bombardierem nigdy nie frapowała zbytnio Leo Messiego, zatem  Ronaldo, jak widać, zmądrzał, w dodatku stał się cwany. Trochę pogrozi Perezowi i dostanie podwyżkę, a potem znowu będzie strzelał gole dla Królewskich.

Prostolinijny, niewinny, wręcz potulny Messi jest idolem dla nieprzebranych rzesz dzieciaków z całego świata. Naprawdę jest coś uroczego w tej jego dość osobliwej powierzchowności, zdumiewa fakt, że ten futbolowy wirtuoz z Rosario wolny jest od jakichkolwiek przechwałek i przejawów egocentryzmu. To nie tylko najlepszy piłkarz naszych czasów, ale też największy altruista wśród futbolistów, który przedkłada dobro drużyny nad indywidualne dokonania, właśnie dlatego trudno zauważyć u niego przykłady efekciarstwa, to fenomen znakomicie łączący efektowność i efektywność. Messi nie lubi się uzewnętrzniać, on przemawia na boisku milcząc, za niego mówią gole i niebywała maestria.  Ronaldo jest pełen ambicji, to piekielnie zmotywowany, zdeterminowany człowiek zaprogramowany na zdobywanie trofeów i strzelanie gola za golem. Osiągnięcia go stymulują w stopniu nadzwyczajnym, sprawiają, że jest w nim jeszcze więcej tej pasji i sportowej złości czy wręcz pozytywnej furii. Ronaldo wciąż jest głodny sukcesu, dotyczy to też Messiego, przecież te pięknie brzmiące, nieco egzaltowane opowieści o tym, jak to Leo traktuje futbol jako zabawę i nie widzi różnicy między dawaniem popisów dziś przeciwko największym a graniem w szkolnej drużynie są przezabawnymi nonsensami. Tak czy inaczej nie chcę, by kwestie stricte sportowe były najistotniejsze w tym felietonie. Dariusz Wołowski:'' (...)Być może jednak okaże się, że (Ronaldo-przyp. red.)dorówna Argentyńczykowi także pod innym względem. Znacznie mniej chlubnym. Rok temu Messi za przestępstwa skarbowe (również cedował prawa do wizerunku na fikcyjne firmy w rajach podatkowych) został skazany przez sąd w Barcelonie na grzywnę i karę 21 miesięcy więzienia. Argentyńczyk też czuł się niewinny, odwołał się do Sądu Najwyższego w Hiszpanii, który 24 maja zatwierdził wyrok. Messi nie został jednak aresztowany, w Hiszpanii osoby niekarane nie idą do więzienia jeśli wyrok za przestępstwa finansowe nie przekracza dwóch lat. Podobne zarzuty hiszpańska prokuratura stawia zresztą wielu piłkarzom, przed Messim skazany został też inny argentyński piłkarz Barcelony Javier Mascherano.''

Ambicja Ronaldo bierze się też z faktu, że Portugalczyk zawdzięcza swoje sukcesy tytanicznej pracy, podczas gdy Messi jest złotym chłopcem, talentem unikalnym. Widzimy, że Argentyńczyk w czasie meczów nie pracuje na rzecz drużyny szczególnie intensywnie, prawdę mówiąc na ogół spaceruje leniwie po boisku, by co jakiś czas wkroczyć do akcji z przytupem. Jednak Ronaldo dzisiejszy nie zawsze jest w pełnym gazie, nie zawsze szaleje na murawie. Dziś jest egzekutorem, który się starzeje. Wciąż strzela gole jak na zawołanie. W dodatku robi to w arcyważnych meczach. Michał Pol pisał po półfinałach Ligi Mistrzów pean na cześć Ronaldo:'' Gdzie te czasy, kiedy wypominano CR7, że nie błyszczy w decydujących meczach? Po pięciu golach wbitych w dwumeczu Bayernowi Monachium, ma na koncie kolejne trzy. I kolejnego hat-tricka w kolejnym meczu, czego nie dokonał nikt wcześniej. A w całej Lidze Mistrzów już 104 bramek. Jako pierwszy zdobył też 50 goli w rundzie pucharowej Champions League.'' Ja mogę tylko dodać, że w finale dołożył kolejne dwa gole Jedyne co może razić w grze CR7 to brak fantazji, kunsztu, tej piłkarskiej magii, sztuki. Okazuje się, że nie tylko ja to zauważam. K.Stanowski: 'Wśród kibiców piłki nożnej zakorzeniło się przekonanie, że zawodnik po 30. roku życia jest już niewiele wart. Ale gdy spytałem kilku czytelników z tej drugiej frakcji („to już nie ten Ronaldo”), jakie konkretnie atrybuty stracił Portugalczyk, nie otrzymałem przekonujących odpowiedzi. Podobno gorzej drybluje. No dobrze, ale dlaczego? Ma gorszy refleks? Wolniej biega? A jeśli wolniej, to konkretnie o ile? Pokonuje pierwsze 20 metrów o dwadzieścia setnych sekundy wolniej niż kiedyś? I to ma być decydujące? Gdybyśmy drybling rozłożyli na czynniki pierwsze, to co takiego miał Ronaldo pięć lat temu, czego rzekomo nie ma dzisiaj? Z jakiego powodu nie jest w stanie powtórzyć tamtych sztuczek? Ja wam powiem, czego nie ma – fantazji. Bo fantazję wyparło doświadczenie, o czym za moment.''

Jednak ten upływ wieku jest widoczny, podobnie sprawy się mają chociażby z Iniestą, wszakże wobec tego stanu rzeczy tym bardziej mało realne są spekulacje o odejściu Ronaldo z Realu.

Warto dodać, że skoro media wierzą w transfer Ronaldo i usilnie podsycają te wątpliwości w kwestii przyszłości CR7 sporo mówi się także o możliwości przenosin R.Lewandowskiego do Madrytu, również Griezmann jest łączony z Realem, ale powtarzam, są to najpewniej szalenie idiotyczne dziennikarskie pogłoski, czyli stały punkt transferowych sag, które w sezonie ogórkowym mają rozgrzewać naiwnych kibiców.

Pamiętajmy też o tym, że Ronaldo nigdy prawdopodobnie nie będzie legendą Realu. Niektórzy czytelnicy być może po tych słowach złapią się za głowę i będą bluzgać lub przynajmniej zachodzić w głowę, co też ja takiego opowiadam. Brzmi to może nawet brutalnie, ale taka jest właśnie prawda-brutalna. Dla Romy legendą jest Totti, dla Juventusu Del Piero, dla Liverpoolu Gerard, dla Barcelony Xavi czy Iniesta, dla Manchesteru United Ferguson, czyli ludzie, którzy identyfikowali się ze swoimi klubami, deklarowali miłość dla nich i to uczucie wiele razy wyrażali. To są ikony, Ronaldo jest genialnym łowcą goli, ale nic ponadto. Madridistą był dla fanów Realu Raul Gonzales, Cristiano ten status nie przynależy. Na ten temat szerzej wypowiem się jednak kiedy indziej.

Doskonale wiem, że nie publikuję w brukowcu i pewną powagą należy zachować, jednak w polskich mediach jest zdumiewająca cisza na temat dziwnych wypadów CR7 do Maroka, gdzie spotyka się z pewnym kick-boxerem, kibiców Barcelony ciekawi, jaki charakter mają te spotkania, natomiast fani Realu spuszczają kurtynę milczenia, są zniesmaczeni tymi podróżami swojego asa. Nie chcą wiedzieć, czy ich ukochany gwiazdor figluje w Afryce czy może robi autoreklamę popularnej organizacji LGBTQ. Ronaldo robi sporo szumu, szkoda, że mimo tak wielu goli więcej słyszymy o tego typu dziwnych zdarzeniach.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi