Blog > Komentarze do wpisu

Podwójne standardy

Ależ to było widowisko! Dwumecz Realu z Bayernem zachwycił pewnie nie tylko mnie. Królewscy pokazali klasę. W takich momentach utarło się mówić, że zwycięska drużyna wykazała się większą dojrzałością. Rzeczywiście, trudno z tym polemizować. Królewscy byli bombardowani w rewanżu na Bernabeu przez ofensywnych graczy Heyncessa wieloma strzałami. Choć sytuacje dla Bayernu mnożyły się z minuty na minutę, to jednak ostatecznie to Real zagra w finale.

Nie będę skupiał się szczegółowo na przebiegu gry, bo wszyscy doskonale widzieli, co działo się na Bernabeu. Gracze Bayernu atakowali z furią bramkę Navasa, jednak mimo że strzelili Realowi dwa gole, można mówić o ich strzeleckiej niemocy. Real swoje szanse wykorzystał. Fatalny kiks bramkarza Bayernu przesądził o awansie Królewskich.

Chciałbym pobudzić czytelników do pewnej refleksji po tym meczu. Jak to jest bowiem, że kiedy napastnicy wielkiego formatu, gracze absolutnie topowi, zawodzą, nikt nie bije na alarm, w takim przypadku nie widzimy w tym niczego szokującego. Natomiast, gdy bramkarz zalicza wpadkę, robi się o tym głośno. Rola bramkarza w piłce jest bardzo niewdzięczna. Jeśli broni znakomicie, może zostać doceniony, ale oczywiście nie musi, bo śmietankę zwykle spijają ofensywni piłkarze, z kolei jeśli wpuści jakiegoś gola, który ewidentnie obciąża jego konto i ma wpływ na końcowy wynik meczu, nic nie uchroni go przed ostrzałem mediów i kibiców. To, co napisałem jest dość oczywiste, jednak warto mieć to na uwadze. Śmieszne jest bowiem ocenianie innych przy użyciu uproszczeń i stereotypów. Kiedy napastnik koszmarnie pudłuje w świetnej sytuacji, to możliwy jest taki scenariusz, że jeszcze będzie miał szansę, by się zrehabilitować. Bywa tak, że w pewnym momencie snajper wprawdzie pokpił sprawę, ale później drugą szansę już wykorzystał, więc koniec końców ujdzie mu to na sucho. Bramkarz może raz się pomylić i cały wysiłek drużyny na skutek jego pomyłki może legnąć w gruzach. Wtedy nie ma zmiłuj, zawaliłeś mecz, musisz za to zapłacić najwyższą cenę. Musisz liczyć się z medialnym ochrzanem. Konkluzja? Bramkarz ponosi większą odpowiedzialność za wynik niż chociażby napastnik. Zdarzyło się pudło, OK, zaraz może nadarzy się kolejna okazja i wtedy wykończysz akcję skutecznie. Perspektywa straconego gola za to jest już niezmienna. Nie można tego odwrócić. Stracony gol kładzie się cieniem na całym występie bramkarza. Owszem, w fazie pucharowej LM pada stosunkowo dużo goli, jednak to nie zmienia faktu, że na tym etapie rozgrywek właściwie prawie nie ma tego marginesu błędu. Robisz karygodny błąd, który kończy się golem, możesz stracić marzenia o dalszej grze w Champions League. Dzisiaj widzimy, jak wielu ludzi wiesza psy na Ulreichu, tymczasem w analizie tego dwumeczu należy uwzględnić również to, że tak fantastycznie dziś dysponowany Navas tydzień temu nie przewidział, że Kimisch może oddać strzał na jego bramkę i w wyniku nieuwagi bramkarza Królewskich Bayern wyszedł wtedy na prowadzenie. Błąd Ulreicha jednak był koszmarny, tak czy inaczej, gdyby nie pewne gapiostwo Kostarykanina Bayern mógłby przystępować do rewanżu z dwubramkową stratą.

Ludzie czują pewien niesmak, bo sędzia skrzywdził piłkarzy z Bawarii, nie dyktując przynajmniej jednego rzutu karnego w tym dwumeczu, jeden karny na pewno im się należał, nie mają wątpliwości ludzie oglądający oba te spotkania. Oczywiście, trudno to negować, natomiast twierdzenie, że Real przepchnęli do finału sędziowie, jest idiotyczne. Znowu chcę pokazać, jak powierzchowna, wybiórcza jest ocena ludzi, którzy nie potrafią myśleć obiektywnie. W starciu z Juventusem na Bernabeu kontrowersje wywołał rzut karny dla Królewskich. Nawet jeśli decyzja arbitra była błędna, choć nie sądzę, żeby sędzia wypaczył wynik rywalizacji, w pierwszych minutach meczu arbiter nie uznał gola Isco, niesłusznie odgwizdując spalonego. O tym nikt nie pamięta. Może nie zachwycalibyśmy się kapitalną grą Liverpoolu, gdyby sędzia w rewanżowym meczu MC z The Reds na Etihad nie dopatrzył się wyimaginowanego spalonego i uznałby gola na 2:0 dla gospodarzy. 

Ten dwumecz zapowiadano jako starcie Ronaldo-Lewandowski, obaj tymczasem nie strzelili gola i nie pokazali się z dobrej strony, mówiąc delikatnie. Oczywiście nie ma powodów, by narzekać na Cristiano Ronaldo. Real wygrał, trzeba się cieszyć, fani z Bernabeu nie mają pretensji do swojej gwiazdy. To oczywiste, jednak Robert Lewandowski nie może liczyć na wyrozumiałość szczególnie polskich kibiców. Ci nie darują mu tych dwóch bezbarwnych występów. Ludzie myślą sobie teraz pewnie, że Lewandowski strzelił kiedyś te cztery gole Realowi i wciąż żyje tamtym fenomenalnym meczem.

Polski napastnik nie miał wielu okazji w tych półfinałowych konfrontacjach z Realem, żeby dać gola swojej drużynie. Jasne, mógł pokusić się przynajmniej o jednego, jednak tak się nie stało. No cóż, bywa i tak, nie zawsze wszystko wpada do bramki. Nawet Mo Salah czasami zalicza niesamowite pudła, a co dopiero Lewy... Proszę zatem wziąć to pod uwagę i nie pastwić się nad naszym najbardziej znanym piłkarzem. Bayern na Bernabeu stworzył sobie mnóstwo sytuacji, jednak to nie wystarczyło do awansu. Wyśmiewany do niedawna Karim Benzema dwa razy wpakował piłkę do bramki i to on został bohaterem Madrytu.

Bayern robił wiele szumu, Real tymczasem punktował Bawarczyków bez żadnych skrupułów, Real w tych dwóch meczach nie prowadził huraganowych ataków, Królewscy w odpowiednim momencie obijali zdezorientowanego rywala.

Lewandowskiego i Ronaldo nie krytykujemy aż tak ostro, jak Ulreicha. Czy to niesprawiedliwe? Być może. Bramkarz Bayernu popełnił fatalny błąd, nic nie może go tłumaczyć. Golkiper drużyny Heyncessa w tej nieszczęsnej sytuacji z 46 minuty spotkania po prostu chciał łapać piłkę, jednak wygląda na to, że w ostatniej chwili zorientował się, że zagrał do niego partner z drużyny i że nie może tego robić, więc w przypływie głupoty przepuścił piłkę między nogami, a Benzema już więcej jak sprawę rozwiązać. Na Ulreicha spadła fala krytyki. Ten hejt jest olbrzymi, bo rzeczywiście okoliczności, w jakich Bayern stracił kluczowego w kontekście dwumeczu gola, gola, który zadecydował o wszystkim, były absurdalne. Jednak gdyby w pierwszym meczu Ribery chociaż w jednej z czterech doskonałych sytuacji zachował się jak trzeba, Bayern mógłby dziś triumfować, gdyby Bayern nie ograniczał się do robienia zamieszania w polu karnym rywali, gdyby to dobre wrażenie przekładało się w wymierny sposób na rezultat meczu, teraz mówilibyśmy o Bayernie w pozytywnym sensie. Gdyby sędzia nie sprzyjał Królewskim, obrót spraw byłby inny. Gdyby…

Real czwarty raz z rzędu zagra w finale Champions League. To imponujący wynik, jednak nazywanie Królewskich najlepszą drużyną świata może budzić pewną ambiwalencję. Bayern przegrał na własne życzenie. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. To nie jest tak, że Bawarczycy mieli jakieś nieliczne sytuacje, wykreowali ich sobie bowiem mnóstwo, jednak skoro stać było ich tylko na dwa gole, to musiała stać się taka przykra sprawa, która pozbawiła ostatecznie ich złudzeń.

Nieskuteczność graczy ofensywnych Bayernu to podstawowy zarzut, jaki możemy stawiać drużynie z Niemiec po tym meczu, ten nieprawdopodobny błąd Ulreicha był konsekwencją niemocy graczy z Alianz Arena. W końcu musiał przydarzyć się jakiś błąd. Na nieszczęście Bayernu był to błąd ogromny.

Wiele razy pisałem już tu o pragmatyzmie Barcelony. Barca dziś nie zachwyca stylem gry, wygrywa regularnie, robi to metodycznie, bez polotu, po prostu odhacza kolejne zwycięstwa. Celem są punkty, nie to, w jaki sposób osiąga się swoje zamierzenia. Real w dwumeczu z Bayernem miał kilka sytuacji, Bayern wypracował sobie ich kilkanaście...

PS. W tym swoim komentarzu do meczu nie podałem wyniku dzisiejszej konfrontacji na Santiago Bernabeu, nie przyszło mi bowiem do głowy, że ktoś zabierający się za czytanie mojego artykułu, mógłby nie znać rezultatu. Na wszelki wypadek informuję. Real pokonał Bayern 2:1.

 
środa, 02 maja 2018, bartasek98

Polecane wpisy