Blog > Komentarze do wpisu

Ciesz się Dzieciaku

O awansie do dalszej fazy Ligi Mistrzów w starciu Atletico Madryt z Bayerem Leverkusen zadecydowała kuriozalna seria rzutów karnych, w której piłkarze obu drużyn zmarnowali pięć szans. W 5. kolejce tej próby nerwów Fernando Torres jednak wytrzymał ciśnienie i pewnym strzałem umieścił piłkę w bramce.Czy pod wodzą Diego Simeone El Nino się odrodzi?

Diego Simeone uważa, że cel uświęca środki. Jego drużyna nie musi grać szczególnie wyrafinowanego futbolu, jeśli wygrywa, nic poza tym się nie liczy. Przed rewanżowym meczem z Bayerem Leverkusen w 1/8 finału Champions League dziennik ''Marca'' dał tytuł: ''55 000 Cholów''. Stadion Vicente Calderon zawsze bucha emocjami, doping jest na obiekcie przy rzecze Manzanares niesamowity, jak na standardy hiszpańskie, wręcz niepowtarzalny. Fani Atletico trochę na wzór kibiców angielskich bardziej niż przejawy piłkarskiego artyzmu doceniają wolę walki i poświęcenie na rzecz drużyny. Atletico wygrało wczoraj 1:0, męczyło się niemiłosiernie, jednak niesione płomiennymi śpiewami Frente Atletico(grupa najzagorzalszych fanów), ale też zwykłych kibiców, zmogło Niemców.

Dziennikarze w Hiszpanii po sobotnim remisie z Espanyolem definitywnie odebrali piłkarzom Atletico Madryt szanse na zdobycie tytułu mistrzowskiego. Diego Simeone już wcześniej deklarował, że jego drużyna nie walczy o prymat w kraju, bo to wewnętrzna sprawa Barcelony i Realu, ale jego słowa miały raczej ściągnąć z piłkarzy ten ciężar zwycięstw, niewyobrażalną presję. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, skoro Atletico po latach przerwało duopol madrycko-barceloński, nie jest już traktowane lekceważąco. Tak czy inaczej wszelkie szanse na mistrzostwo przepadły, w Copa del Rey Rojiblancos zmogła Barcelona, a zatem tylko rywalizacją w Champions League piłkarze Atletico mogą się zaznaczyć w tym sezonie.

Przez lata na Calderon brylowali napastnicy najwyższej klasy europejskiej. Diego Forlan, późniejszy król strzelców na mundialu w RPA, Sergio Aguero, dziś gracz z najokazalszym stosunkiem zdobytych goli do minut przebywanych na boisku w lidze angielskiej, potem Diego Costa, który obecnie wciela się w rolę kata bramkarzy Premier League, także David Villa, a dziś Fernando Torres. Kiedyś El Nino regularnie zdobywał gole dla Atletico, jego pierwsza przygoda z klubem znad rzeki Manzanares była owocna pod względem indywidualnym, Torres się wypromował, zresztą wówczas Atletico było jak ubogi krewny dla Realu Madryt, co i raz Królewscy zasypywali rywala zza miedzy gradem goli, a w Hiszpanii derby stolicy uznano za skandalicznie jednostronne potyczki gigantów z nędzarzami(sufridores). Piłkarze czym prędzej uciekali do lepszych klubów, Atletico produkowało całą plejadę gwiazd na eksport, na szczyty europejskiego futbolu wykatapultowali przede wszystkim wspomniani snajperzy, ale też wielu innych graczy, którzy cieszyli się renomą. Dziś Atletico doświadczone klęskami, poniżone przez białą część Madrytu, podnosi rękę na futbolowe potęgi. Real Madryt nie tak dawno poległ na Vicente Calderon 0:4, media w Kastylii ostro krytykowały graczy Carlo Ancelottiego, a najbardziej pomstowano na Ikera Casillasa, choć uznano też, że Cristiano Ronaldo rozegrał najgorszy mecz w swojej zawodowej karierze. Atletico z tego piłkarskiego karła przepoczwarzyło się nagle w pogromcę madryckiego kolosa. Piękna przemiana.

Real zresztą od sześciu meczów nie potrafi wygrać z Atletico, jest więc jakiś głębszy problem, natomiast Barcelona ostatnio ma patent na graczy Diego Simeone, nauczyła się atakować ich własną bronią, czyli kontratakami, o tym jednak kiedy indziej. Zresztą swego czasu perorowałem na ten temat.

W hiszpańskiej piłce było wielu napastników z absolutnego europejskiego topu, od Raula Gonzaleza, którego kiedyś ekscentryczny Luis Aragones odsunął od reprezentacji, legendy Realu Madryt, po Davida Villę, który w Barcelonie wyraźnie przytłoczony geniuszem Leo Messiego i jego dominującą pozycją w zespole, nie zrobił furory, choć czasami pełniąc usługową rolę wobec Argentyńczyka dawał drużynie pewną wartość.

Wśród tych wszystkich snajperów najciekawszy jest kazus Fernando Torresa. Pod wodzą Rafy Beniteza w Liverpoolu El Nino zdobywał gola za golem, może proces tzw. hispanizacji go pokrzepił? W każdym razie na Wyspach w swoim pierwszym okresie błyszczał, później w Chelsea całkowicie mu się nie powiodło, zaliczył jeszcze zsyłkę do Milanu, czyli klubu krok po kroku upadającego w hierarchii europejskiej, by ponownie trafić do Atletico.

Na jego prezentację przybyło blisko 45 tys widzów. O ile fani na Bernabeu czy Camp Nou na ogół witają nowe gwiazdy tak tłumnie, o tyle w przypadku Atletico nigdy nie było podobnego zwyczaju. A jednak, powrót ''syna marnotrawnego'' zelektryzował fanów Los Colchoneros. Aktualnie narzekają oni na Mario Mandżukicza, w Bayernie Chorwat się nie sprawdził, bo nie jest predestynowany do kombinacyjnej gry, jaką Bawarczykom zaszczepił trenerski apologeta Pep Guardiola, natomiast z siłowym futbolem Atletico zdaje się kompatybilny. Tak czy inaczej każdy może złapać pewien dołek formy, wtedy inni mają okazję wyjść z cienia.

Fernando Torres w Atletico nie świeci pełnym blaskiem, jest raczej taką tajną bronią Diego Simeone, dziennikarze w Hiszpanii wróżą Koke karierę na miarę Xaviego Hernandeza, co więcej, to ten zawodnik ma być następcą legendarnego gracza Barcelony. Antoine Griezmann także cieszy się ogromną sympatią, ostatnio został wybrany nawet na piłkarza miesiąca w La Liga, natomiast Torres ma odbudować karierę ze zgliszczy, w których ugrzązł w Chelsea, później już ciągnęło się za nim odium, nikt nie chciał dać drugiego piłkarskiego życia futboliście tak niechlubnemu. Atletico jednak nie zapomniało o swoim wychowanku, nie wydało go na pastwę losu.

Torres, jak wspomniałem wyżej, nie zalicza spektakularnych występów, goli też nie strzela wiele, ale dwa razy pokonując Ikera Casillasa na Santiago Bernabeu, odwdzięczył się tym wszystkim, którzy widzą w nim jeszcze piłkarza, a nie żywego trupa. Wczoraj po profesorku wykonał decydującą jedenastkę.

Dominacja reprezentacji Hiszpanii trwała długo, ale zawsze pewien cykl się kończy. Takie prawa piłkarskiej natury. Kiedyś Jose Bakero mówił, że spodziewa się końca hegemonii Barcelony wg Guardioli w piłce klubowej, wywróżył wszystko dobrze, Hiszpania też upadła, każdy pamięta jej koniec, porażka z Holandią na mundialu była definitywnym kresem imperium, dlaczego jednak wszyscy roztrząsają tę martyrologiczną część hiszpańskiego futbolu, czasami warto sięgnąć pamięcią do przeszłości i powspominać początki tej fenomenalnej ekipy. Jej złoty okres zaczął się w Austrii i Szwajcarii, na alpejskich mistrzostwach w 2008 roku w finale przed Hiszpanią padli Niemcy, zwycięskiego gola strzelił Fernando Torres. Bohater tragiczny, a może nie do końca.

środa, 18 marca 2015, bartasek98

Polecane wpisy

Komentarze
2015/03/19 12:00:16
oj ty oj ty bordowy kolego.real od 6 spotkan z nimi nie wygral-7 spotkan temu byl final ligi mistrzow gdzie odniesli najwazniejsza wiktorie ale o tym wiadomo napisac nie mogles.atletico najlepszy sezon mial popzredni gdzie barca z nimi nie mogla wygrac 6 spotkan z rzedu w tym bezposredni o awans do polfinalu LM i o majstra w hiszpanskiej-ale o tym tez nie mogles napisac;d totalna polewka z twojego udawanego obiektywizmu,sam sie sobie dziwie ze jeszcze te twoje pasiaste wpisy komentuje
-
2015/03/19 14:38:33
Rzeczywiście, ale to zwykły błąd, a nie jakaś manipulacja. To jest tekst o Atletico, równie dobrze bym mógł napisać, że Real miał bardzo dużo szczęścia, gol w ostatnich sekundach był piękny, ale trochę szczęśliwy. Pisałem o tej niemocy przełamanej przez Barcę w przynajmniej jednym z poprzednich tekstów. A o uwagi proszę, jeśli nie będą złośliwościami.