Blog > Komentarze do wpisu

Rozterka

Gerardo Martino nie ma cienia wątpliwości, Luis Enrique wciąż duma, a w świetle tych okoliczności rozgorzała karkołomna debata: gdzie ma grać Leo Messi? Paradoksalnie bliżej rozwiązania problemu jest aktualny selekcjoner reprezentacji Argentyny, którego przegnano z Barcelony na cztery wiatry, natomiast jego następca ma sporą zagwozdkę i już stoi pod ścianą.

Złota Piłka MŚ dla Leo Messiego wywołała ogromne kontrowersje. Argentyńczyk to absolutny piłkarski geniusz, ale skoro w większości meczów brazylijskiego czempionatu dreptał w miejscu, eufemizując, grał dość oszczędnie, larum grano. Messi co prawda dotarł do finału, ale nie w glorii artysty, tylko pod obstrzałem krytyków. Dotąd tylko zapamiętali sceptycy kwestionowali talent Argentyńczyka, teraz cierpkich słów nie żałowali mu nawet najzagorzalsi fani. Messi grał bez pasji, jakby z przymusu, być może rozpowszechniana przez Argentyńczyków z upodobaniem teza, że nie poświęca się dla ojczyzny go sparaliżowała? To raczej błędne tłumaczenie, Messi popadł w apatię być może w wyniku nasycenia się indywidualnymi oraz drużynowymi dokonaniami. Nie posądzałbym go o samozachwyt, ale wielość sukcesów niekiedy wpływa na etatowych zwycięzców demobilizująco. Messi już w sezonie poprzedzającym mundial nie palił się do gry jak natchniony, tylko irytująco tuptał po boisku. Czyżby brakowało mu inspiracji?

W Brazylii Argentyna nie grała efektownie, postawiła na efektywność. To Canarinhos zawsze byli kojarzeni z efekciarstwem-Jogo Bonito, które kosztowało ich wiele. Natomiast Argentyna nigdy nie była wyznacznikiem futbolowego pragmatyzmu. Tam też z zasady obowiązywało hasło ''raz kozie śmierć'', jednak pod presją narodu, który żądał złota Albicelestes odkryli siebie na nowo, zmieniając taktykę o 180 stopni. Messi więc siłą rzeczy długo był odcięty od piłki, ale kiedy jeden z kolegów go uruchamiał, widzom może szczęki nie opadały, ale wystarczyło, by rywalom opadły ręce.

Messi robił różnicę, a drużyna stopniowo pięła się po kolejnych szczeblach turniejowej drabinki aż doszła do finału. Nie był to triumfalny marsz po złoto, tylko droga najeżona przeszkodami, które zespół pokonywał w bólach. Niemniej liczy się efekt końcowy, Niemcy którzy zmiatali kolejnych rywali z powierzchni ziemi w finale odnieśli zwycięstwo dość szczęśliwie. Ostatnio Leo Messim słusznie zauważył, że gdyby w pojedynku z Manuelem Neuerem zachował zimną krew, ludzie piłki prześcigaliby się w prawieniu mu laurek. To pokazuje jak cienka jest granica między bohaterem a jednym z winnych porażki. Po MŚ z prowadzenia Argentyńczyków zrezygnował Alejandro Sabella, a stery w drużynie przejął znany z Barcelony Gerardo Martino.

Martino szybko zaprowadził swoje porządki. Messi powędrował na prawe skrzydło, bo w środku boiska jest Angel di Maria. A zatem Martino ma luksus. Messi może grać gdzie indziej. Di Maria przez jakiś czas był na fali: w Realu Madryt reżyser gry dużego kalibru, w reprezentacji człowiek orkiestra, spolegliwy asystent. Czego chcieć więcej? Teraz oczywiście di Maria gwałtownie obniżył loty, w końcu przeszedł do MU, a to musiało być brzemienne w skutkach, niemniej w reprezentacji nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Początkowo w Katalonii wierzono, że również Luis Enrique będzie miał pomysł na Messiego, ale to była złudna wiara. U progu sezonu niektórzy widzieli remake najlepszego piłkarza wszech czasów, pełnego wigoru lidera projektu nowego trenera Barcelony, który ma za zadanie wskrzesić drużynę ze zgliszczy, tymczasem to był chwilowy wzlot po którym Messi zaczął pogrążać się w letargu. Sam popełniłem trzy notki na ten temat, pisałem o ewolucji Leo, który z egoistycznego skrzydłowego zmienił się w okazującego partnerom altruizm ojca zwycięstw, bez wątpienia dojrzał piłkarsko. Częściej dogrywał piłki z niesamowitą dokładnością, ale potrafił również być katem dla bramkarzy. Kiedy wielbiciele Cristiano Ronaldo wynosili swojego boga na ołtarze, podkreślałem, że nierozważne jest zarzucać Messiemu, iż nie strzela goli, on bowiem poświęcił się dla drużyny. Już dość ma tych wyliczeń i rekordów, chce żeby dano mu wreszcie spokój. Domyślacie się, że zaordynowanie takiego oddania się pracy zespołowej kosztem windowania własnych osiągnięć Cristiano Ronaldo przyjąłby z ciężkim sercem, jeśli w ogóle podobne przeobrażenie w jego przypadku byłoby realne. A klasę piłkarza poznaje się między innymi po tym, czy umie dostosować się do nakreślonych przez trenera koncepcji.

Jestem daleki od pomstowania na Leo Messiego, bo on w każdym momencie może się podnieść, z lekkim przymrużeniem oka traktuję także próby usprawiedliwiania asa Barcy. To dwie skrajności, Messi nie jest w katastrofalnej formie jak na ogólnie przyjęte standardy europejskie, on jest poniżej kreski jeśli chodzi o swój osobisty ranking. Niektórzy marzą o takiej dyspozycji, jaką prezentuje Leo. Powtarzając, że Messi stracił już chęci, powinniśmy zachować zdrowy rozsądek. Jasne, gdyby miał niespożyte siły i witalność z pierwszych kolejek PD dyskusja byłaby niepotrzebna, ale z drugiej strony, czy taki piłkarz jak Messi musi osiągnąć maksimum wysiłku, by postawić na swoim? Niekoniecznie.

W Katalonii już zaczęło się polowanie na czarownice, najbardziej oberwał Luis Enriquem na wnikliwszą analizę jego karygodnych decyzji odsyłam do wcześniejszych tekstów, natomiast teraz chciałbym się skupić tylko na jednym ze stawianych mu zarzutów, a mianowicie na ustawieniu Leo Messiego. Messi zawsze wchodził w skład tak zwanego kręgosłupa drużyny, czyli zestawu graczy, który tworzą piłkarze ustawieni w linii prostopadłej do bramkarza, pod tym względem więc zmiana pozycji mogłaby być niewdzięczna, ale to raczej wydumany problem.

Jeśli w drużynie jest klasowy napastnik, drużyna nie może grać bez napastnika. Luis Suarez powinien zostać przestawiony na środek ataku, niemniej dziwią mnie utyskiwania, że Urugwajczyk na skrzydle to swoiste kuriozum. Przecież w Liverpoolu nie trzymał się kurczowo szpicy, zresztą w ubiegłym sezonie zespół Brendana Rodgersa charakteryzowała wymienność pozycji. Pamiętajmy też, że Suarez ma już trzy asysty, ale to i tak niczego nie zmienia, bo najwygodniej czuje się będąc tym najbardziej wysuniętym. Niektórzy przekonują, że Messi grając na prawej flance mógłby robić użytek zejściami do środka, których finalizacją miałyby być strzały z dystansu. Tak gra Arjen Robben, z pewnością jest to nie najgorszy pomysł. Chociaż ja mam pewne wątpliwości. 

Przede wszystkim niewybaczalnym błędem Barcelony była sprzedaż Alexisa Sancheza, to teraz najbardziej kreatywny gracz Arsenalu, strzela i asystuje taśmowo, dla Barcy obecnie byłby jak znalazł. Wtedy Messi mógłby grać za plecami napastnika, czyli tak jak lubi najbardziej. Zresztą w pierwszych kolejkach nowego sezonu Barcelona de facto pozbawiona była klasycznego snajpera, Messi wszak stawał się playmakerem. W obliczu łabędziego śpiewu Xaviego i Iniesty mógłby choć na poły załatać po nich lukę. Tym bardziej, że dziś linia pomocy jest ewidentnie najsłabszą formacją barcelońskiego gwiazdozbioru.

Biorąc pod uwagę leniwość Messiego jego ustawienie na skrzydle również byłoby karkołomne. Dani Alves zapędza się pod bramkę rywala nagminnie, a zwykle nie spieszno mu wracać pod własne pole karne. Messiego zaś bym nie podejrzewał o gonienie gnających na bramkę Claudio Bravo rywali. Oczywiście cały ten tekst jest zbiorem czysto teoretycznych założeń, ale żadnej ewentualności zignorować nie można...

sobota, 22 listopada 2014, bartasek98

Polecane wpisy